Kard. Nycz: Synod Biskupów wyznaczy „geografię” Nowej Ewangelizacji

Kard. Nycz: Synod Biskupów wyznaczy „geografię” Nowej Ewangelizacji

Kard. Nycz: Synod Biskupów wyznaczy „geografię” Nowej Ewangelizacji
Nowej ewangelizacji nie można sprowadzić do umacniania Kościoła jako instytucji, gdyż podstawowym problemem jest wysychanie źródła, jakim jest żywa wiara w Chrystusa – mówi w wywiadzie dla KAI kard. Kazimierz Nycz. Metropolita warszawski informuje o zadaniach rozpoczynającego się 7 października w Rzymie zgromadzenia Synodu Biskupów, który poświęcony jest właśnie temu tematowi.
A oto pełen tekst wywiadu z kard. Kazimierzem Nyczem, metropolitą warszawskim:


KAI: Za kilka dni rozpoczyna się XIII zwyczajne zgromadzenie Synodu Biskupów odbywające się pod hasłem: „Nowa ewangelizacja dla przekazu wiary chrześcijańskiej”. Jakie znaczenie synod ten ma dla Kościoła powszechnego oraz dla Kościoła w Polsce?
Kard. Kazimierz Nycz: Pojęcie nowej ewangelizacji wprowadził do naszego języka Jana Paweł II. Dobrze pamiętam, że słów tych użył w czerwcu 1979 r. w Nowej Hucie, mając przed sobą nieprzebrane tłumy wierzących Polaków. Mogło to wyglądać na paradoks, ale papież widząc procesy, które dzieją się w Europie, także i w Polsce, doskonale wiedział o czym mówi. Wiedział mianowicie, że mimo iż Kościół w Polsce niemal w stu procentach doprowadza ludzi do pierwszych sakramentów, potem następuje znaczny ich odpływ. Potwierdzają to także moje osobiste doświadczenia z rodzinnej parafii, z pierwszej placówki duszpasterskiej, a potem pracy w Krakowie. Sporo ludzi odchodziło z Kościoła, poprzestając na I Komunii albo bierzmowaniu. Myśmy się pocieszali, że starość, choroby, świadomość kresu ziemskiej drogi skłoni tych ludzi do powrotu. Takie myślenie jest dozwolone, ale nadto optymistyczne. Karol Wojtyła jako biskup pół wieku temu, a jako papież ponad 30 lat temu mówił, że do tych ludzi trzeba iść z nową ewangelizacją.
Benedykt XVI, który lepiej zna procesy sekularyzacyjne, gdyż pochodzi z zachodniej Europy, jeszcze mocniej i wyraźniej artykułuje apel o nową ewangelizację. Definiuje ją jako konieczność wyjścia ku tym ludziom, społeczeństwom czy regionom świata, które ongiś na etapie pierwszej chrystianizacji zostały zewangelizowane, a dziś tę wiarę tracą. Benedykt XVI przestrzega jednak przed tym, aby nowej ewangelizacji nie sprowadzić do umacniania Kościoła jako instytucji, gdyż podstawowym problemem jest wysychanie źródła jakim jest żywa wiara w Chrystusa. A na tym – na utracie wiary przez część wiernych – polega dziś podstawowy problem Kościoła. W ślad za tym społeczeństwa przestają być odporne na sekularyzację.
Dwa dokumenty przygotowawcze synodu, „lineamenta” oraz „instrumentum laboris” o tym wszystkim mówią. Podkreśla się w nich, że w nowej ewangelizacji najważniejsze jest dzielenie się żywą wiarą z tymi, którzy byli blisko Chrystusa, ale od niego odeszli, albo nawet byli w Kościele, ale w sposób formalny poprzez przyjęcie pierwszych sakramentów, bez osobistej relacji z Bogiem.
Dlatego w procesie nowej ewangelizacji ważni są zarówno jej adresaci, jak i treść, którą chcemy im przekazać. A ukazuje nam to Rok Wiary rozpoczynający się równolegle z Synodem o nowej ewangelizacji. Podstawowym pytaniem w trakcie tego Roku, jakie wszyscy winniśmy sobie postawić, jest to, które kiedyś Jezus zadał apostołom: Za kogo mnie uważacie? Chodzi o to, aby każdy odpowiedział na to pytanie i starał się na nie odpowiadać codziennie. W tym tkwi najważniejsza tajemnica Roku Wiary.
KAI: Czego konkretnie spodziewa się Ksiądz Kardynał po tym synodzie?
- Jadąc na synod jako delegat Episkopatu Polski nie spodziewam się gotowych recept i rozwiązań, które będzie można od razu zastosować, bo żaden synod tego dać nie może. Oczekuję natomiast tego, co nazwałbym nakreśleniem „geografii problemu”. Trzy tygodnie rozmów prawie czterystu biskupów z całego świata pomoże ukazać jak problem ten wygląda na różnych kontynentach, zwłaszcza w krajach europejskich. Nowa ewangelizacja dotyczy najbardziej cywilizacji atlantyckiej, całej Europy, nie tylko, jak niektórym się wydaje, zlaicyzowanej Francji, Niemiec, czy innych krajów, ale także nas, bo do nas także docierają te prądy. Dlatego niezwykle ważna będzie diagnoza biskupów jak wygląda ten problem w różnych częściach świata, a z drugiej strony odpowiedź na pytanie: co robią poszczególne Kościoły w dziele nowej ewangelizacji. Oczekuję, że z tej wymiany doświadczeń narodzi się dokument, który całemu Kościołowi, także w Polsce, pomoże w przekształcaniu myślenia na ewangelizowanie tych, którzy odeszli z Kościoła z różnych powodów. Jeśli tak będzie, to synod może stać się istotnym inspiratorem nowej ewangelizacji.
KAI: Polska uznawana jest wciąż za jeden z najbardziej wiernych Kościołowi i najbardziej praktykujących krajów w Europie? Jakie więc główne przestrzenie nowej ewangelizacji dostrzega tutaj Ksiądz Kardynał? Jaka jest nasza, polska „geografia” tego problemu?
- W Polsce można mówić o zróżnicowanej „geografii” nowej ewangelizacji. Pod tym względem inna jest sytuacja na południu, inna na ścianie wschodniej, jeszcze inna w popegeerowskich wsiach na terenach poniemieckich, i całkiem inna w wielkich miastach.
Południe Polski charakteryzuje wysoka religijność i stosunkowo duża trwałość rodziny. Odwrotność tego obserwujemy na tzw. ziemiach odzyskanych, gdzie powojenne procesy migracyjne doszczętnie zburzyły istniejącą tam tkankę społeczną. Z kolei wielkie miasta w Polsce podlegają podobnym procesom sekularyzacyjnym, jak inne aglomeracje Europy, z tą różnicą, że postępują one wolniej.
Do podstawowych nośników przekazu wiary chrześcijańskiej zawsze należały i należą wychowanie, tradycja oraz kultura. Proces wychowania został w Polsce osłabiony przez słabość systemu edukacyjnego, ale także kryzys rodziny. W mocnych rodzinach Kościół znajduje oparcie głównie na południu Polski. Gdzie indziej jest gorzej. W konsekwencji z bardzo wielu polskich rodzin młodzi wychodzą nie mając doświadczenia wiary.
Druga sprawa to tradycja kulturowa. Obyczaj religijny i lokalna tradycja, która człowieka niejako „podprowadza” pod łaskę wiary, jest czymś niesłychanie ważnym. Należy więc tę tradycję umacniać, nawet wiedząc, że ona nie wystarczy do ukształtowania wiary pełnej i dojrzałej. Kiedy ludzie z południa Polski wyjeżdżają za granicę, bywa, że się gubią w sensie religijnym, ale znacznie rzadziej niż gdy są to ludzie z terenów, gdzie nie ma silnej tradycji życia religijnego.
Dlatego w nowej ewangelizacji z jednej strony trzeba z szacunkiem i z pietyzmem odnosić się do tej religijności, która wyraża się mocnym zwyczajem i tradycją, a równocześnie wiedzieć, że sama tradycja nie wystarczy. Trzeba więc dbać o to, by w parafii – poprzez ruchy, stowarzyszenia i wszystkie sposoby, które są do naszej dyspozycji starać się, by była ona miejscem spotkania z rzeczywiście żywą wiarą.
KAI: Mówiąc do proboszczów Ksiądz Kardynał przypomina im często, że pasterz szuka przede wszystkim „owcy zagubionej”, wobec czego proboszcz tak samo powinien koncentrować się na tych, co chodzą do kościoła jak i na tych, którzy nie chodzą. Jak to w praktyce realizować, skoro ludzie ci kontaktem z Kościołem faktycznie już nie są zainteresowani?
- To żmudna praca. Najpierw trzeba dokonać diagnozy sytuacji w parafii. W przeciętnej miejskiej parafii w Warszawie czy Łodzi, ludzi regularnie praktykujących i związanych z Kościołem jest ok. 30 proc. Jeśli chodzi o pozostałych to bardzo wiele wysiłku trzeba włożyć w to, aby ich znaleźć i zachęcić do kontaktu.
Jak to zrobić? Np. wykorzystując przygotowanie do pierwszej Komunii w parafii. Nie wolno tego lekceważyć, gdyż być może jest to szansa, którą Pan Bóg nam daje. Chodzi tu przede wszystkim o rodziców, którym zależy na pierwszej Komunii dzieci, ale z ich wiarą bywa różnie. Nigdy nie wiadomo czy uda się ich nawrócić, gdyż jest to sprawa łaski, ale z pewnością warto jest postawić im w trakcie spotkań pewną ilość egzystencjalnych pytań, takie małe „trzęsienie ziemi”, pobudzające do myślenia. Warto też odwołać się do konsekwencji jaka cechować winna ludzi dojrzałych: jeśli przyprowadzasz dziecko do Komunii, i nie chcesz mu robić krzywdy poprzez antyświadectwo, zastanów się jak dziecku pokazujesz swoją wiarę. Drugą taką okazją jest bierzmowanie. Za mało w parafiach włączamy rodziców w proces wtajemniczenia do tego sakramentu. Innym polem dotarcia jest parafialna kancelaria. Jest to przestrzeń preewangelizacji, którą warto jest wykorzystać. Kancelaria to miejsce duszpasterskiego spotkania, a nie załatwiania papierków. Musimy pamiętać, że wielu przychodzących tam może łączyć z Kościołem już tylko bardzo wątła nitka. Uważajmy, gdyż łatwo może się ona zerwać.
Kolejną przestrzenią, gdzie możliwość działania księdza jest ogromna jest szpital. Choroba jest takim doświadczeniem granicznym, które sprawia, że człowiek stawia sobie pewne pytania. Wreszcie, okazją do nowej ewangelizacji są pogrzeby. Wśród uczestników mamy zazwyczaj ludzi, którzy dawno nie byli w kościele. Jeśli ktoś potrafi wygłosić słowo Boże w sposób preewangelizacyjny, jest szansa, że przyniesie to owoc. Tej szansy nigdy nie należy zaniedbywać.
KAI: Jak postrzega Ksiądz Kardynał rolę świeckich w procesie nowej ewangelizacji? A konkretnie co każdy z nas, świeckich, mógłby i powinien w tym zakresie zrobić?
- Istotą nowej ewangelizacji jest doprowadzenie człowieka do spotkania z żywą wspólnotą Kościoła. A to jest bardzo trudne. Nie osiągnie się tego za pomocą ewangelizacji ulicznej bądź plażowej, choć o nich najczęściej się mówi. Nie ma ewangelizacji, także nowej ewangelizacji, bez tego co się nazywa spotkaniem ze wspólnotą żywego Kościoła. Pytanie trzeba postawić w ten sposób: jak dotrzeć do człowieka, aby mógł on przeżyć doświadczenie wspólnoty i zasmakować w głoszeniu Ewangelii? W tym zakresie największą szansę dla nowej ewangelizacji widzę w grupach parafialnych i pozaparafialnych. Nie chodzi mi o grupy ściśle modlitewne, które mocno są skoncentrowane na sobie, ale takie które są otwarte na ludzi z zewnątrz, w szczególności na poszukujących. Np. Domowy Kościół kiedy powstaje nowy krąg, często jest w stanie zaprosić tam kogoś z obrzeży Kościoła.
Rola świeckich jest niezastąpiona. Ksiądz – poza obszarami duszpasterstwa jakie wymieniłem – ma małe szanse. Natomiast świecki, który spotyka się z wieloma ludźmi w miejscu zamieszkania czy w pracy, o ile nie chowa swojej wiary i jest do niej autentycznie przekonany, będzie wywoływał u innych pytania. Dzięki jego świadectwu może przyjść komuś do głowy, aby poszukać drogi spotkania z Kościołem i spotkania z Chrystusem w Kościele.
Miejscem, skąd będą wychodzić ewangelizatorzy i do którego będą przyprowadzać ewangelizowanych, których znajdą w swoich środowiskach, mają być parafie. Powinny się one na to otworzyć. Trzeba zmienić sposób myślenia, powrócić do Ewangelii i powiedzieć jak Pan Jezus: dobry pasterz zostawia 99 owiec i idzie szukać tej jednej, która się zgubiła. Podczas dyskusji z kapłanami słyszę nieraz: „No tak, Księże Kardynale, ale jeśli się nastawimy na szukanie tej jednej owcy, to czy to nie będzie krzywda dla tych 99?”. Ja na to odpowiadam: „Czy to nam się podoba, czy nie, to jest istota Ewangelii. Pan Jezus nakazał szukać tej jednej owcy”. A przecież wiemy, że dzisiaj to nie jest już jedna – to tylko pewien symbol – takich owiec, które się zagubiły, jest bardzo dużo. U podstaw nowej ewangelizacji musi być praca nad zmianą myślenia zarówno kapłanów jak i świeckich.
KAI: Czym jest Rok Wiary dla Kościoła powszechnego, czym będzie dla Kościoła w Polsce i czym powinien być dla każdego z nas? W liście do Episkopatów Kongregacja Nauki Wiary zaapelowała, aby jednym z przewodnich motywów tego roku było nauczanie Soboru Watykańskiego II. Otwarcie Roku Wiary następuje 11 października, dokładnie w 50. rocznicę rozpoczęcia Soboru oraz w 20. rocznicę ogłoszenia nowego Katechizmu Kościoła Katolickiego. To chyba jest wymowne?
- Apel o powrót do dokumentów soboru i połączenie tego z Katechizmem Kościoła Katolickiego jest sygnałem ze strony papieża, że w dobie subiektywizacji i relatywizmu moralnego bardzo ważne jest kształtowanie wiary o charakterze integralnym. Niestety wśród wierzących obserwujemy potężną wybiórczość prawd wiary i zasad moralnych. Widać to we wszystkich badaniach, zwłaszcza u ludzi młodych. Wiara od strony przedmiotowej jest selektywna i w związku z tym w trosce o jej integralność bardzo potrzebny jest powrót do Katechizmu Kościoła Katolickiego i dokumentów Soboru Watykańskiego II. Sobór Watykański II nie tylko był doskonałą autorefleksją czym jest Kościół, ale w jaki sposób Kościół ten winien być obecny we współczesnym świecie. Niezbędne jest studiowanie dokumentów Soboru, aby tę misję w świecie prawidłowo wypełniać. Są to doskonałe drogowskazy jak być katolikiem we współczesnym świecie, wobec nowych wyzwań i nowych „znaków czasu”.
Ponadto papież przypomina, że pełna wiara wyrasta zawsze z osobowego spotkania z Panem Bogiem. To jest to najważniejsze zadanie jakie Kościół stawia nam w Roku Wiary. Jeszcze raz wracam do fragmentu Ewangelii spod Cezarei Filipowej. Potrzebne są różne wydarzenia w Roku Wiary, ale najważniejsze jest by każdego wiernego skłonić do zadania sobie pytania: kim jest dla mnie Jezus Chrystus? Czy jest on moim Panem i Zbawicielem?
Trzecią sprawą, którą papież mocno podkreśla, jest potrzeba autentycznego świadectwa ze strony wierzących. Chodzi o to by uwierzyć, że Pan Bóg działa nie tylko w historii zbawienia zapisanej w Biblii, ale działa też w tej historii konkretnej, której my jesteśmy uczestnikami. Działa poprzez nas.
KAI: Za rok odbędzie się w Warszawie „Dziedziniec Pogan”. Jakie cele temu towarzyszą i jak to wydarzenie będzie przebiegać?
- Zdecydowałem się, żeby zorganizować w Warszawie „Dziedziniec Pogan” 12 i 13 października przyszłego roku, niejako na zakończenie Roku Wiary, gdyż – choć nie jest to typowy środek nowej ewangelizacji – może bardzo pomóc Kościołowi w jego misji w takiej metropolii jaką jest Warszawa, gdzie coraz więcej mieszkańców stanowią niewierzący. W zainicjowanych przez Papieską Radę ds. Kultury kolejnych edycjach „Dziedzińca Pogan” chodzi właśnie o dialog z ludźmi niewierzącymi bądź poszukującymi – tymi, którzy otwarci są na wartości, choć wywodzą je z innych źródeł. Pragną dobra i chcą świat czynić lepszym. Możemy się więc spotkać i coś wspólnie zrobić. A przede wszystkim spotkać się wokół tych najbardziej egzystencjalnych pytań, jakie dotyczą nas wszystkich.
Chodzi mi też o to, aby był to początek pewnego procesu, a nie jednorazowe wydarzenie. Zależy mi więc by „Dziedziniec Pogan”, „Dziedziniec Ludów” czy „Dziedziniec Dialogu” – nie wiem jeszcze jak go nazwiemy – pozostawił po sobie coś trwałego w postaci stałego miejsca, czy kilku miejsc, gdzie ludzie reprezentujący różne dziedziny życia: naukę, kulturę, politykę, media, gospodarkę i biznes, będą mogli się nadal spotykać i dyskutować jako wierzący i niewierzący. Dlatego przygotowania zostały już uruchomione i mamy cały rok, aby wymyślić taką dalekosiężną koncepcję działania.
KAI: Za kilka dni rozpocznie się XII Dzień Papieski pod hasłem: „Papież rodziny”. Dlaczego w tym roku takie właśnie hasło?
- Zastanawiając się jakie sprawy były najbliższe Janowi Pawłowi II, doszliśmy do wniosku, że nie można zapomnieć o rodzinie. Kiedy analizuje się tysiące jego przemówień z pielgrzymek, katechezy środowe i różnorodne dokumenty, to z pewnością rodzina jawi się jako jeden z głównych wątków. Papież doskonale wiedział jak rodzina jest ważna dla wychowania, ukształtowania i całego życia człowieka. Niezwykle piękne ujecie rodziny zawarł w katechezach środowych z początku pontyfikatu, licznych encyklikach, adhortacjach i swym „Liście do rodzin”.
Dziś po latach, jego nauczanie o rodzinie nabiera znów mocy i znaczenia – jeszcze bardziej wymaga podjęcia na nowo. Kiedy Jan Paweł II mówił o rodzinie nikt nie przypuszczał, że nawet w Polsce będziemy przeżywać kryzys definicji rodziny, że będzie ona kwestionowana jako trwały związek kobiety i mężczyzny. Gdyby dziś Jan Paweł II wypowiadałby się w kwestiach rodziny, z pewnością byłby jeszcze bardziej stanowczy. Upominał by się zapewne o prawidłowe rozumienie rodziny, o jej fundamenty i o jej prawa w społeczeństwie.
Temat ten wybraliśmy także ze względu na media, aby media w tym czasie zajęły się rodziną, gdyż mają one silny wpływ na kształtowanie świadomości ludzi.
O znaczeniu rodziny należy mówić także ze względu na zagrażający Polsce kryzys demograficzny, w skali jakiej dotąd nigdy nie mieliśmy. W liście pasterskim poprzedzającym Dzień Papieski przypominamy, że jeśli chodzi o dzietność, Polska pozostaje na 209 miejscu spośród 222 badanych krajów. Są to dane ONZ. Niektórzy twierdzą, że sytuacja ta jest tak dramatyczna, że już nic nie da się zrobić. Twierdzą, że wszędzie gdzie współczynnik dzietności spadł poniżej 1,5 dziecka na jedną statystyczną kobietę (u nas jest 1,3), kryzys demograficzny jest nieodwracalny i można substancję społeczeństwa uzupełniać wyłącznie drogą migracji. Nie zgadzam się z tym, w moim przekonaniu, jeśli proces wychowawczy zostanie wsparty poprzez dobrą politykę rodzinną, to niektóre negatywne tendencje można odwrócić. Dlatego bardzo kibicuję Węgrom, bo wierzę, że się im uda, podobnie jak udaje się Francuzom. Dzięki polityce rodzinnej, dzięki realnemu wspieraniu dzietności – nastała tam moda na rodzinę wielodzietną. Jestem przekonany, że i Polska powinna pójść tą drogą, gdyż jeśli nie będzie się tu rodzić więcej dzieci, czeka nas także nieuchronny kryzys gospodarczy. Politycy muszą zrozumieć, że inwestycja w dzieci, w pomoc rodzinie, aby mogła ich więcej mieć, jest najlepszą i najbardziej dalekosiężną inwestycją w przyszłość kraju.
Dzień Papieski to także okazja do wsparcia Fundacji Dzieło Nowego Tysiąclecia, która nie jest banalnym dziełem. Jest to 2,5 tys. młodych ludzi, którym się pomaga poprzez stypendia, poprzez stałą formację i pomoc w starcie życiowym. Jest to bardzo istotne działanie z punktu widzenia przyszłości, nie mówiąc już o działaniach Fundacji w sferze promocji kultury czy mediów.
KAI: Dziękuję za rozmowę.
Rozmawiał Marcin Przeciszewski