Jan Ogrodzki - JA JESTEM ZMARTWYCHWSTANIEM I ŻYCIEM

Jan Ogrodzki - JA JESTEM ZMARTWYCHWSTANIEM I ŻYCIEM
JA JESTEM ZMARTWYCHWSTANIEM I ŻYCIEM


         Wielu w dzisiejszym świecie nie wierzy w zmartwychwstanie i życie czekające człowieka po śmierci. Nie mieści się im w głowie to, co jest z drugiej strony najgłębszym pragnieniem ludzkiego serca. Przecież, w powszechnym doświadczeniu egzystencjalnym, tym, co postrzegamy jako najbardziej niesprawiedliwe, są utrata młodości, spadające na nas cierpienia i na koniec śmierć. One to uderzają najboleśniej, depczą ludzką godność. Nienawidzimy ich i w głębi serca pragniemy czegoś innego - szczęścia. Jednak szczęściem, którego pragniemy nie jest nieskończony czas, nie jest niekończący się byt, w nieskończoność przedłużane istnienie. Jest przeżywanie czegoś teraz. Doświadczanie nieprzemijającej życiowej satysfakcji, potężnego zakochania, tkwienia w czymś, co toczy się tu i teraz, i jest trwałe, co jest mocne i nie przestaje nas do głębi angażować.  Pragniemy dynamicznej wieczności.

         Tymczasem nasze życie stale zadaje gwałt takim tęsknotom. Możliwości nasze przemijają i stopniowo kończą się. Wyschły nasze kości, minęła nadzieja, już po nas - biadali współcześni prorokowi Ezechielowi Żydzi.  Zło nas przygnębia, ale nie wierzymy, że może  być inaczej. Czego człowiek na dnie serca pragnie najgłębiej, tego nawet nie potrafi się spodziewać. Pogrąża się w czymś zimnym, co nazywa realizmem, a nie jest to nic innego jak rozpaczliwy pesymizm. Spragnieni proroków tego świata, ludzi, którzy wniosą w nasze życie choć trochę ożywczego tchnienia, z radością przyjmujemy każdego, kto wieści dostatniejszy byt, zdrowsze i dłuższe życie, lepsze prawo i szansę na pokój. Jednak jeśli, ktoś ogłasza pokonanie zła i życie wieczne, jest to zbyt piękne, żeby było prawdziwe. Nie możemy w to uwierzyć. Przyszedłem w imieniu  Ojca  mojego,  a  nie  przyjęliście mnie, gdyby kto inny jednak przybył we własnym imieniu, to byście go przyjęli - mówi Chrystus i słowa te trafiają w sedno. Są prawdziwe do bólu. Ileż już razy różni reformatorzy ponosili w historii długofalowe klęski, a z drugiej strony iluż świętych pokazało swoim życiem, długofalową skuteczność Ewangelii, a jednak...
         Chrystus otworzył nam drogę. Dokonał tego swoją śmiercią i zmartwychwstaniem. Zanim jednak one się dokonały dał znak, jeden znak wyjątkowo spektakularny - dokonał wskrzeszenia Łazarza (J 11,1-45). To wydarzenie, skomentowane w rozmowie z Martą, stało się kwintesencją całego Chrystusowego posłannictwa. Jestem Mesjaszem posłanym przez Boga! Jego Synem! Ale co to znaczy? Na czym polega misja Mesjasza? Wyjaśnia ją niemal każdy krok, który uczynił Chrystus tamtego dnia. Najpierw Maria i Marta posłały po Jezusa w nadziei, że przy- będzie na wieść o chorobie Łazarza, swego przyjaciela. A jednak Chrystus nie wysłuchał prośby. Zapowiedział uczniom, że choroba ta nie zmierza ku śmierci, ale ku chwale Bożej i czekał. Tymczasem wszyscy, tak rodzina Łazarza jak i uczniowie, a nawet Żydzi  z tłumu, skłonni byli wierzyć, że Jezus władny jest uzdrowić chorego, jednak więcej nie bardzo mieściło im się w głowie. I  Jezusowi  będzie  chodziło  właśnie  o  to
„więcej”. Dokona znaku na miarę wielkich zamysłów Bożych, znaku który będzie miał pokazać, jakimi drogami działa w człowieku Bóg. A więc przede wszystkim Bóg nie uzdrowi z choroby, ale jakby poczeka. Do- puści śmierć, aby potem dopiero interweniować. Z drugiej strony jednak Bóg w Osobie swojego Syna nie będzie akceptował śmierci. Pokaże, że nie cieszy się nią, przeciwnie, będzie nad nią bolał i płakał z powodu śmieci człowieka.
         Każdy człowiek jest Synowi Bożemu bliski jak Łazarz i Syn płacze na każdym naszym pogrzebie. A jednak przychodzi ze swoja główną zbawiającą interwencją dopiero po naszej śmierci. Dopuszcza naszą śmierć. Dlaczego? Pokazuje to Jezus w wy- darzeniu wskrzeszenia Łazarza. Gdyby Jezus przyszedł, gdy Łazarz jeszcze żył i uzdrowił go, wtedy Łazarz kontynuowałby swoje ziemskie życie. Tymczasem Jezus przychodzi, gdy Łazarz już  jest w grobie, wkracza po czterech dniach, gdy w ciepłym klimacie ciało już się rozkłada. W ten sposób, wskrzeszając, Jezus pokazuje, że daje człowiekowi nowe życie, a nie kontynuuje stare. Oczywiście jest to tylko wskrzeszenie, nie jest to jeszcze zmartwychwstanie, takie jak u Jezusa, ale wskrzeszenie to zostaje tak zaaranżowane, by stało się znakiem tego, co Bóg zamierza wobec człowieka, co jest za- daniem Mesjasza przysłanego na ziemie od Boga.
         O swoich Mesjańskich zadaniach rozmawiał Jezus najpierw z Martą i Marią, jeszcze  zanim  dokonało  się  wskrzeszenie ich brata. W ten sposób słowa Jego stały się komentarzem do znaku, który miał się za chwile dokonać. Panie, gdybyś tu był, mój brat by nie umarł (w.21) - mówi z wyrzutem Marta. Brat twój zmartwychwstanie (w.23) - odpowiada Jezus, odwołując się do tego, w co wierzyła już część Żydów, będąca pod wpływem faryzeuszy. I Marta wierzy w powszechne zmartwychwstanie u kresu cza- sów. Ale Jezus obwieszcza rzecz nową. Po to tu przybył, właśnie jakby za późno, aby to ogłosić. Ja jestem zmartwychwstaniem i życiem. Kto we Mnie wierzy, choćby i umarł, żyć będzie. Każdy, kto żyje i wierzy we Mnie, nie umrze na wieki (w. 25-26). Ogłasza to jako Mesjasz i Marta prawidłowo to rozumie: Tak, Panie! Ja wciąż wierzę, żeś Ty jest Mesjasz, Syn Boży, który miał przyjść na świat (w. 27).
         Jezus przyszedł jako Mesjasz, a Żydzi spodziewali się po Mesjaszu ocalenia bytu narodowego, pokonania Rzymian i przywrócenia Królestwa w Jerozolimie. Nikt nie rozumiał, jakim Mesjaszem naprawdę będzie Boży wysłaniec, tak że Jezus musiał stale unikać nieporozumień. I oto nadchodzi dzień, kiedy można wreszcie pokazać w sposób zrozumiały, jakim Mesjaszem jest Syn Boży. Jest Mesjaszem, który przyszedł na świat, by dać ludziom zmartwychwstanie i życie wieczne. Przede wszystkim to, a wszystko inne niejako dodatkowo, aby po- móc im przyjąć ten główny dar.
         Taki jest cel działania zbawczego Boga, dla którego poświęca się On w ludzkim ciele, by stanąć przeciw złu i śmierci. Nie jest celem Boga przywracanie królestwa Bożego na ziemi w jakiejkolwiek postaci, przedłużanie  ludzkiego bytowania w tym chorym od grzechu świecie, celem Boga jest dopuszczenie do śmierci i zaraz potem danie nowego życia. Przeprowadzenie nas przez bramę śmierci do nowego życia. Wskrzeszenie Łazarza jest tego wyraźnym i czytelnym znakiem. Zapowiada zmartwychwstanie ludzi, jakiego ma dokonać Bóg przez Chrystusa, a następujące kilka dni później zmartwychwstanie Chrystusa jest już pierwszym tego powszechnego zmartwychwstania aktem. Bóg już  działa! Życie  wieczne jest już w zasięgu ręki człowieka. Jest darem Ojca. Jezus, nim przywróci do życia, dziękuje za niego Ojcu, bo my nie potrafimy być wdzięczni za ten największy dar, jaki dla nas przygotowano. A kiedy zespoli się sercem z Ojcem Jezus zawoła do Łazarza i do nas, zawoła głośno, bardzo głośno: Łazarzu, wyjdź na zewnątrz! (w. 43)
         A wtedy wielu spośród Żydów przybyłych do Marii ujrzawszy to, czego Jezus dokonał, uwierzyło w Niego (w. 45).
         Warto dać się wstrząsnąć myślą, co za dar został nam dany.
 

Jan Ogrodzki

ZałącznikWielkość
JA JESTEM ZMARTWYCHWSTANIEM I ŻYCIEM - PDF46.58 KB