Jan Ogrodzki - WIDZENIE

Jan Ogrodzki - WIDZENIE
WIDZENIE


         Potrzeba nam pełnić dzieła Tego, który Mnie posłał, dopóki jest dzień (J 9,4). W świecie panuje pokój, jeżeli ludzie żyją pośród dnia, a w ich serca wnika światło. Światło widzialne dla oczu to tylko znak. Chodzi o ważniejsze światło, bardziej przenikliwe, oświetlające wnętrze człowieka i porządkujące jego życie. Chodzi o działanie Boga. Człowiek jest w świetle, gdy dociera do niego od Chrystusa działanie Boga. Jeżeli światło Boże nie działa w sercu ludzkim, człowiek pozostaje w ciemności. Dzieje się tak, bo Bóg nie może działać, gdyż człowiek nie wpuszcza do serca Jego światłości - ma zamknięte oczy, nie widzi. Bywa często, że oczy ludzkiego serca są zamknięte nie z winy człowieka: ani on nie zgrzeszył, ani rodzice jego, ale stało się tak, aby się na nim objawiły sprawy Boże (J 9,3). Wówczas Bóg może działać, bo napotyka ludzką dobrą wole. Tak było w przypadku niewidomego z Ewangelii Janowej. Jezus jest  światłością świata, a człowiek ma dziecięcą wiarę, by światłość tę do siebie wpuścić. Wtedy z nie- widomego prędko staje się widzącym. Gorzej jest, jeśli stawia on przeszkody, nie wierzy, że Bóg jest  światłością, tylko zamyka oczy. W takiej sytuacji znajdowali się faryzeusze. Jezus chciał otworzyć ich oczy ale nie mógł, ponieważ  mieli oni głębokie uprzedzenia, których nie potrafili pokonać.

         Dwie postawy niewidzenia: niezawinionego i zawinionego bywają naszym udziałem i ten ważny temat poruszamy ku naszej rozwadze w Wielkim Poście. Kto cierpi jakieś potrzeby, ale szuka Boga, może stać się uczestnikiem Jego wielkich dzieł.
         Dlaczego faryzeusze nie wierzyli? Znali Pisma i wiedzieli, że mają nadejść czasy Mesjańskie, kiedy Pomazaniec Boży od- mieni wszystko i zaprowadzi Królestwo Boże. Spodziewali się, że będzie kimś wyjątkowym,  nieznanego  pochodzenia  (J  9, 29),  przewyższającym   władców,  kimś  za kim koniecznie należy pójść. A jednak, gdy konkretnie stanął przed nimi Jezus, który czynił wielkie znaki, pokazywał swoją wyjątkową władzę i domagał się wiary, oparli się Mu. Dlaczego? Ponieważ nie wystarczyło im zaufania i odwagi, by z Nim dokonać rewolucji w swoim życiu religijnym. Jezus nie namawiał ich do porzucenia wiary w Boga Izraela, a jedynie do uwierzenia w Niego jako obiecanego Króla religijnego - reprezentanta Izraela przed Bogiem. Tym- czasem oni, zwłaszcza najważniejsi spośród nich członkowie Sanhedrynu, panicznie bali się, że przyjmując Mesjasza sami stracą wszystko. Dlatego szczelnie zamykali swoje oczy na Jego światło, a uszy na Słowo.
         Tymczasem prosty człowiek, niewidomy żebrak czuł moc i prawdę bijącą od nauczającego Jezusa. Kiedy Ten otworzył mu oczy, biedak nie miał wątpliwości, że Jezus to Prorok działający  w imieniu Boga. Faryzeusze dyskutowali o teologii uzdrawiania i tą dyskusją mydlili oczy sobie i innym, a biedak postrzegał świat prostolinijnie: Czy On jest grzesznikiem, tego nie wiem. Jedno wiem: byłem niewidomy, a  teraz widzę (J 9,25). Widzę, że uczyniono mi dobrze, więc działał Bóg. Posłał mnie: Idź, obmyj się w sadzawce Siloam - co się tłumaczy: Posłany (J 9,7) wiec to Boży Posłaniec. Gdyby ten człowiek nie był od Boga, nie mógłby nic czynić (J 9, 33) - to było dla prostodusznego ludzkiego serca oczywiste. Jednak nie było to oczywiste dla ludzi zasklepionych, którzy szukali argumentów by usprawiedliwić swoją niewiarę. Wiemy, że Bóg przemówił do Mojżesza (J 9,29). A czy wiemy, że Ten, który przemówił do Mojżesza nie przemówił do Jezusa? Są pełni wahań, a człowiek wierzący tylko się dziwi: W tym wszystkim to jest dziwne, że wy nie wiecie, skąd pochodzi, a mnie oczy otworzył (J 9, 30). Wystarczyło otwarcie oczu, by zobaczyć, że Jezus jest Kimś zasługującym na wiarę i by pójść za Jego nauką. Do wiary potrzebne jest widzenie,  jaki  jest  sens  tego,   co  mnie spotyka w życiu. Ślepota na znaki działania Boga w codzienności zamyka człowieka na zbawienie, które przyszło i czeka w zasięgu ręki B. óg zatem posyłając Jezusa dokonał rewolucji w naszej religijności. Choćbym był niewidomy i zamknięty w głębokiej ciemności życiowego zaplątania, wystarczy proste przyjęcie bez zastrzeżeń Jezusowego prowadzenia, by stać się człowiekiem widzącym - pełnym głębokiej więzi z Bogiem. Kto zaś jest nawet człowiekiem wierzącym, lecz nie ma oczu zdolnych dostrzegać permanentne działanie Boga, nieustanne Jego przychodzenie wciąż na nowo, ciągłe zmienianie widoku i rozszerzanie horyzontu, prowadzenie raz tak, raz inaczej, ten popada w stagnacje, a Bóg przerastający i zaskakujący przestaje być widoczny. Ślepnę.
          Moc Boża płynąca od Jezusa porusza zatem ludzi nieustannie, aby ci , którzy nie widzą, przejrzeli, a ci, którzy widzą stali się niewidomymi (J 9,39).
          Proces  ten  zależy  od  wrażliwości   na znaki  działania  Bożego.  Czym  jest  znak? Nie musi być cudem, zawieszającym prawa przyrody. Za czasów Jezusa nie znano praw przyrody.  Znakiem  jest  wszystko  to,  co dzieje się w sposób widzialny, a świadczy o niewidzialnym działaniu Boga. W jaki sposób świadczy? Tak, że człowiek patrzący na znak czuje, że coś się w jego ludzkim sercu zmienia. Coś co daje pokój! Aby mogło się we mnie coś zmienić pod wpływem znaku, potrzebna jest gotowość. Godzę się, że zbieżność zewnętrznego faktu i wewnętrznego przeżycia nie jest przypadkowa. Czy to możliwe, że zbieżność mojej prośby o uzdrowienie bliskiej osoby i następującego wkrótce jej powrotu do zdrowia jest przypadkowy?  Jakie jest prawdopodobieństwo tego, że nagle moja wewnętrzna potrzeba znalazła zaspokojenie wśród ślepego świata pełnego zamieszania? Czy to możliwe, że mój głód pokoju i dobra podlega tylko władzy przypadków i nie ma na świecie nikogo, komu by na mnie zależało? Refleksję w takim duchu mają wywołać znaki. I wtedy nagle czuję, że znak nie może być przypadkiem, że w świecie nic nie dzieje się przypadkowo, że wszystko, nawet sprawy najdrobniejsze mają swój sens i swoją wagę.
         Bywa też tak, że przyjmujemy znaki, doznajemy ich Bożych  skutków, Bożej po- mocy i uzdrowienia, a jednak po pewnym czasie, gdy wrażenie mija, zapominamy o sensie znaku. Lekceważymy dotknięcie Boże, ponieważ życie niesie nam pośpiech i zamieszanie, a do tego nam, jak faryzeuszom, nie chce się niczego rewolucjonizować i nie mamy odwagi niczego głęboko zmieniać. Znak działał, ale krótko i pozostał bez długofalowych owoców. Bóg dokonał wobec  mnie  czynu  mocnego,  obdarował mnie hojnie, otworzył mi oczy, ale ja prędko się przyzwyczaiłem do widzenia. Poczułem się człowiekiem, który ma już wszystko trwale i nie ma powodu szukać niczego więcej. Zaczynam więc zajmować się czymś innym, korzyściami, wygodą, a zapominam o Bogu i Jego znaku. Powoli moje oczy na powrót zaciągają się bielmem niewiary. Już nieźle widziałem, a  stopniowo znów staję się niewidomym. Znów aktualne jest dla mnie ostrzeżenie Jezusa. Gdybyście byli nie- widomi, nie mielibyście grzechu, ale ponieważ mówicie: "Widzimy", grzech wasz trwa nadal (J 9,41).
 

Jan Ogrodzki

ZałącznikWielkość
WIDZENIE - PDF39.91 KB