Jan Ogrodzki - STABILIZACJA

Jan Ogrodzki - STABILIZACJA
STABILIZACJA


         Abraham jest bogaty. Mieszka w Charanie, w ziemi Chaldejskiej. Tam ma dom, rodzinę,  względny  spokój  i  stabilizację. Ale nie o taka stabilizację chodziło Bogu, kiedy powoływał człowieka do istnienia. Autor Księgi Rodzaju pokazał, do jakiego życia zaprosił wówczas Bóg człowieka. Było to życie w Raju - oazie na pustyni, w środku której, pod znakiem dwóch biblijnych drzew mieszkał sam Bóg - dawca życia, jedyny Pan dobra i zła. Tam w Raju człowiekowi niczego nie brakowało. Bóg dzielił się z nim swoim życiem. Dał mu życie, udzielając swojego oddechu i pod- trzymywał je, karmiąc owocami z drzewa życia.  To była prawdziwa stabilizacja. Do takiej stabilizacji stworzony został człowiek. Stabilizacją człowieka jest bowiem wieczne życie w bliskości z Bogiem. Gdy człowiek, skuszony, pogardził tą stabilizacją, wyciągając rękę po władzę nad dobrem i złem, sam skazał się na utratę Raju i nieustanne koczowanie po bezwodnych pustkach. Ten biblijny obraz, zaczerpnięty z realiów Bliskiego Wschodu, jest kapitalnym znakiem autentycznej sytuacji materialnej i duchowej, w jakiej przychodzi żyć ludziom wszystkich pokoleń. Nie ma już spokoju i stabilizacji. Choć rodzi się pragnienie, by stawiać sobie prowizoryczne domy, susza i wiatr, i tak zmiata je z po- wierzchni ziemi. Wszystko przemija. Mała stabilizacja Abrahama w Charanie jest także cząstką tych pozorów spokoju.

         Ale Bóg zaczyna zbawcze dzieło i jako pierwszego wprzęga w nie Abrahama. Powie mu - nie ulegaj pokusie małej stabilizacji, spokoju i wygody. Posłuchaj mnie i ruszaj w drogę. Będzie to droga wyjątkowa, droga, w którą zapraszam ciebie Ja, twój Bóg, chcący doprowadzić cię z powrotem do Ziemi Obiecanej - Raju, który utraciłeś. Wzywam cię w drogę, w której będę ci towarzyszył. Doprowadzę cię do celu. Bóg przestrzega - zbawienie, które chcę dać - Dom Ojca, wymaga mojego prowadzenia i mojego błogosławieństwa. Będę błogosławił, kiedy ty będziesz wędrował. Już nie możesz  spoczywać na laurach w wygodnym Charanie.
         Bóg w tym naszym przejściowym, ziemskim życiu, chce nas wyrwać ze złudnej stabilizacji, zachęca, by odważyć się i posłuchać Jego słowa. Na serio wyruszyć w drogę. A w tej drodze towarzyszyć nam będzie On sam, jego pomoc i błogosławieństwo, którego nie ma w marazmie ziemskie- go odpoczynku.
         Nowy Testament przynosi ciąg dalszy tego Bożego wezwania. Syn Boży przychodzi na świat i nie zamieszkuje nigdzie na stałe. Nieustannie wędruje i każe iść za sobą swoim uczniom. Uczniowie przez cały czas spodziewają się, że ta ich tułaczka wkrótce się skończy, że zaraz dojdą do Jerozolimy, gdzie Mesjasz ostatecznie zatriumfuje. Marzą o karierze i stabilizacji w Królestwie Izraela. Jednak Jezus nie zatrzymuje się. Wciąż prze przed siebie. Przychodzą pod górę Tabor. Zostawia wszystkich i  oddala się na szczyt tylko z trójką najbliższych uczniów - Piotrem i synami Zebedeusza, Jakubem i Janem, tymi samymi, którzy, jak notuje  Ewangelia,  tak  bardzo  spodziewali się ziemskiego triumfu Mesjasza, że aż pro- sili  dla  siebie  o  zaszczytne  miejsca  przy Nim. Na górze Jezus oddaje się modlitwie.
         Niespodziewanie uczniowie doznają olśnienia. Widzą w duchu, że ma Jezus nosi w sobie ukrytą chwałę Bożego  Syna. Widzą, że został posłany na świat przez Boga, który jest Jego Ojcem. Wreszcie widzą, że jest On obiecanym Mesjaszem, a wielcy Mojżesz  i Eliasz potwierdzają, iż całe Pismo Święte to przygotowywało ludzi na Jego przyjście. On spełnił wszystkie prorockie zapowiedzi. To właśnie poznają i są oszołomieni. Wstrząśnięci tą prawdą i bliskością samego Boga. On napełnia ich życie nieopisanym pokojem. Odkrywają, że tam, gdzie jest ten po- kój, gdzie jest jasność bijąca od Syna i głos Ojca, tam obecny jest Najwyższy  Bóg, cel ich wszystkich oczekiwań i wędrówki. Są pewni, że zakończyli tułaczkę, doszli do kresu i muszą to ostateczne spotkanie z Bogiem utrwalić. Już  są gotowi stawiać trzy namioty, by móc trwale przebywać wobec chwały Boga i jego wysłanników.
         Jednak Jezus, ten którego Ojciec daje im jako przewodnika, wyrywa ich z tego złudzenia. Jeszcze nie doszli do celu. Dopiero cel ten zobaczyli. A zanim zostanie on osiągnięty, potrzebne będzie dalsze, mozolne wędrowanie i dotarcie do Jerozolimy, gdzie niestety wydarzy się coś bardzo trudnego. Dopiero potem nadejdzie zmartwychwstanie i przybliży się ostateczny cel, który proroczo ujrzeli na górze.
         Zatem człowiek dopóki naprawdę nie dotrze tam, gdzie stoją namioty Boga, nie powinien ustawać w drodze, chociaż mamią go pokusy. Chęć zatrzymania się, na- wet na tak zacnej górze jak Tabor, to także pokusa. Bóg przez Jezusa mobilizuje do drogi - jak kiedyś Abrahama, tak teraz uczniów. Nie pozwala się zatrzymać. Każe iść. W drodze wspiera, karmi, pozwala przez chwilę odpocząć, ale zaraz potem znowu wzywa, by zwijać namioty i ruszać dalej w drogę. Uczeń Chrystusa na tym świecie nie znajduje stabilizacji.
         Kusiciel natomiast intensywnie pracuje nad tym, by człowieka zatrzymać. Kusi go stabilizacją, o której w głębi duszy każdy marzy. Przecież dla stabilizacji zostaliśmy stworzeni, chociaż  nie dla takiej stabilizacji jaka daje świat. A jednak szatan mami, że możemy się zadowolić nawet pustynią, chociaż  to miejsce suche i bezwodne, że nie warto się zbyt wysilać, bo cel wędrówki mglisty, a trud dojścia ogromny. Lepiej zadowolić się rzeczami małymi, niezbyt pięknymi, ale za to gotowymi. Szatan więc zachęca do pospiesznej stabilizacji. Może mieć ona dwojaki charakter - materialny lub duchowy.
         Tych mniej ukształtowanych, zły namawia, by zajęli się tym, co daje świat. Kto wciąż jest w niewoli uwikłań, pochłonięty pragnieniami materialnymi, ten słyszy - Tego się trzymaj! Tego nie zostawiaj! Kto już to zostawił, wyszedł na pustynię i kro- czy trudną drogą ku czemuś większemu, słyszy z kolei pokusę, by zawrócił i nie ryzykował. - Tam, skąd wyszedłeś, miałeś wszystko. Chleb, wodę! A tu? Kto mimo wszystko nie da się już zawrócić z drogi, będzie  zwodzony  zachętą,  by  stanął,  nie szedł dalej. Tu masz dobre warunki, a przyszłość jest taka mglista. Kusiciel straszy niepewnością wędrówki, a nas łatwo nastraszyć. Byle czego się boimy.
         Wreszcie, jeśli ktoś nie da się zwieść sprawami materialnymi, może usłyszeć po- kusy duchowe. Już dostatecznie poznałeś Boga. Nie szukaj więcej. To może być za trudne. Za dużo będzie kosztowało. Albo zły powie inaczej - Jeśli pójdziesz dalej, Bóg zaprowadzi cię na taki krzyż, którego nie udźwigniesz. On jest Bogiem ludzi twardych i mocnych.
         Nie daj się zwieść! Nie bój się Ziemi Obiecanej, do której Bóg cię prowadzi! On jest Bogiem kochającym. Przyszedł jako bardzo dobry pasterz. Jeśli krzyżuje twoje plany osiadania na laurach, zachęca cię do wysiłku i wyruszania wciąż na nowo w drogę, to tylko dobrze. Mała stabilizacja w świecie to twoje przekleństwo. Zobacz, jaka jest ta prawdziwa, pełna pokoju wielka stabilizacja. Ona ma kształt Przemienienia. Do takiej rzeczywistości prowadzi cię Chrystus. Dla niej poszedł z Taboru do Jerozolimy, na Krzyż i do Zmartwychwstania. Zatęsknij za taką stabilizacją.
 

Jan Ogrodzki
ZałącznikWielkość
STABILIZACJA - PDF37.18 KB