Jan Ogrodzki - POKUSA – PROBLEM CZŁOWIEKA

Jan Ogrodzki - POKUSA – PROBLEM CZŁOWIEKA
POKUSA – PROBLEM CZŁOWIEKA


         Aniołowie i ludzie - istoty osobowe, które Bóg stworzył z miłości, nie zostały skazane na życie w więzi z Nim, ale obdarzone wolnością wyboru, czy chcą przebywać w bliskości i przyjaźni ze Stwórcą, czy też nie. Roz- miar miłości, która przewiduje dla kochanych stworzeń miejsce nie  tylko  przy Sobie,  ale jeśli zechcą z dala od Siebie, która dopuszcza je do działania wespół ze Sobą, ale także być może wbrew Sobie, budzi respekt i najwyższy podziw, ale czasem wydaje się aż niezrozumiały i wart zlekceważenia. Bóg, który tak zmniejsza dystans pomiędzy swoją najwyższą godnością Pana wszechrzeczy, a grzesznym stworzeniem, że czyni je swoim dzieckiem, objawia swoją wyjątkową pokorę, do której trudno nam dorosnąć.

         Sytuację tę pokazuje wyraziście rozdział drugi Księgi Rodzaju, według którego człowiek zostaje stworzony, aby żyć w ogrodzie rajskim, gdzie środek stanowią dwa drzewa rosnące niejako w jednym miejscu – drzewo życia, z którego człowiek powinien się karmić, aby podtrzymywać w sobie tchnienie życia dane od Boga oraz drzewo poznania dobra i zła, które nie jest dla człowieka - jego owoce  stanowią  wyłączną  własność  Boga. Oba drzewa wyrażają  obecność Boga pośród ludzi – jedno Boga podtrzymującego życie, drugie Boga stojącego ponad, zastrzegającego dla siebie godność Pana. Godność tę człowiek powinien szanować. Jednak wstrząsającym fenomenem jest to, że drzewo poznania nie zostało przed ludźmi zagrodzone. Przeciwnie, przychodząc codziennie po pokarm z drzewa życia, muszą oni podchodzić do drzewa po- znania i patrzeć na nie, wiedząc, że nie jest ono pokarmem dla nich, bo nie służy ich życiu. Bóg stworzył człowieka wolnym, czyli zdolnym, do pogwałcenie drzewa poznania, a jednak nie zabezpieczył się przed jego wolnością, a przeciwnie zachował bezgraniczną otwartość, posuwającą się niemal do bezbronności. Później Bóg, choć ufnie kochający, okaże się wcale nie tak bezbronny, a raczej przeciwnie, objawi swą niezwykłą skuteczność, jednak za niebotycznie wysoką cenę cierpienia Chrystusa.
         Na skutek niezwykłej otwartości Bożej miłości staje się możliwe zło. Bóg je dopuszcza. Pierwszymi  istotami,  które  korzystają  z  tej możliwości sprzeciwienia się Bogu i odrzucenia jego zwierzchności jest część aniołów. Odtąd starają się one sprzeciwiać Bogu w dziele zbawienia świata i człowieka, Bóg zaś do czasu dopuszcza to ich działanie. Jednak, wbrew pozorom szatan nie ma żadnej władzy nad stworzeniem. Nie tworzy żadnego potężnego królestwa, tylko sam kreuje się na władcę, a tak naprawdę jego możliwości ograniczają się do prowadzenia dialogu  z  człowiekiem i  wpływania  na  niego jako zły doradca. Szatan korzysta z tego, że zna dzieło Boże, widzi je wyraźnie, zaś człowiek nie ma takiej jasności i daje się zwieść. Jednak Bóg rozgłasza swoje Słowo: mówi, czego człowiek powinien się trzymać, a czego unikać. Człowiek zaś ulega pokusom i wikła się w zło tym łatwiej, im bardziej nie ufa Bogu i nie słucha Jego Słowa, a daje posłuch kłamliwym radom szatana. Na tym polega dramat człowieka. A przecież tak niewiele potrzeba, by szatan był bezradny.
         Pokusy są wymierzane tam, gdzie zły duch widzi szansę, by człowiek poszedł za złą radą, a więc gdzie jest słaby punkt człowieka. Najważniejszym naszym słabym punktem jest słaba wiara. Sprawia ona, że nie słuchamy Boga, który mówi przez objawienie chrześcijańskie, a także, choć w mniejszym stopniu, przez inne religie. Jednak nasza słabość ma także wiele innych powodów: nosimy bolesne rany, a ból ten sprawia, że zły doradca, odpowiednio kłamiąc, pod- chodzi blisko nas i nas uwodzi.
         Przyjrzymy się szeregowi biblijnych przykładów. W dialogu rajskim Ewy z wężem widać, że człowiek ma problem z zakazem dotyczącym drzewa poznania: dręczy go myśl, dlaczego nie powinien spożywać owocu. Wąż  sugerując, że do Boga może być podobne zakazanie nawet wszelkich owoców w raju, łatwo uzyska wyznanie, jak bardzo nie podoba nam się przykazanie dotyczące owocu z drzewa poznania, jak bardzo nie rozumiemy go i nie jesteśmy skłonni zaufać Bogu, że mówi prawdę, gdy ostrzega przed owocem z drzewa życia. Z tych to powodów przykazanie Boże urasta do nierzeczywistych rozmiarów, a samo drzewo czyli Bóg budzi lęk i nie można Go nawet dotykać. Bóg w oczach ludzkich przestaje być dobrym Ojcem, a staje się wyrachowanym Panem, który czegoś ludziom niesłusznie odmawia. Wąż, widząc tak wielką nieufność człowieka, łatwo skłania go do złamania przykazania.
         Podobny problem, ma starszy brat syna marnotrawnego  z  Ewangelii.  Przyzwyczaił się, że jego brat jest zły, że wyjechał, a on, brat dobry, wiernie trwający przy ojcu, ma wszystkie jego względy. I nagle zły brat wraca skruszony, a ojciec przebacza mu.
Dobry brat nie może ścierpieć, że ojciec jest aż tak pokorny, miłosierny, otwarty i to staje się głęboką zadrą w jego sercu, tak wielka, że złemu duchowi łatwo przychodzi skusić go, by odciął się od ojca, nie przebaczył przybyłemu bratu i nie chciał wejść do domu, skalanego, jego zdaniem, obecnością wyrodnego grzesznika. Ojciec jest dobry, ale dla starsze- go syna nie jest to dobroć, podobnie jak dla Żydów  i dla robotników pracujących w win- nicy. Dla pracujących od rana nie jest dobrocią, że również  całą dniówkę dostają ci, którzy  pracowali  godzinę.  Bóg  mówi:  czemu złym okiem patrzysz, że Ja jestem dobry, a szatan podpowiada, by nie akceptować takiej dobroci, takiego pokornego Boga, który zniża się do ludzi, przyjmuje ludzkie życie i ludzką śmierć, przebacza wszystkim i otwiera swój dom całej ludzkości. Bóg zaprasza na ucztę, a kusiciel podpowiada, żeby nie skorzystać, bo są przecież ważniejsze rzeczy na tym świecie.
          Kwintesencją wszystkich pokus jakie do- tykają ludzi są pokusy, jakim poddany był Jezus na pustyni, u początku publicznej działalności zbawczej. Pierwsza dotyczyła sytuacji głodu człowieka. Skutkiem opuszczenia raju stało się w trudzie zdobywanie pokarmu i śmierć. Przetrwanie na ziemi urosło do największego problemu, życie stało się walką, na dnie serca zakorzenił się syndrom lęku o siebie: by nie być głodnym i obronić się przed wrogami. Dlatego tak bliskie nam stało się myślenie, że jeśli potrzeba jakiegoś zbawienia, to tylko zaspokojenia potrzeb tego świata. I taką pokusę przedstawia szatan. Niech Zbawiciel zaspokoi ludzkie materialne głody. A wtedy sprawa zbawienia zostanie oderwana od sprawy grzechu i odejścia od Boga, a zredukowana do usuwania skutków materialnych tego braku Boga. Oczywiście Zbawiciel, odpierając tę pokusę, przypomni, że nie samym chlebem żyje człowiek, a jego problemy nie zaczynają się od głodu, ale od rozejścia się z Bogiem, czego głód jest jednym ze skutków.
         A co jeżeli człowiekowi uda się oprzeć tej pierwszej,  najbardziej  materialnej  pokusie? Co jeżeli zgodzi się, że do życia przede wszystkim potrzebny jest Bóg? Wtedy szatan próbuje drugiej pokusy, bardziej duchowej, choć bazującej na tym samym problemie zachwiania w nas przez grzech poczucia bezpieczeństwa. Człowiek wierzący szuka bezpieczeństwa w Bogu, ale Ten nie niweczy wszystkich jego zagrożeń i cierpień. Rodzi się więc potrzeba Boga, który by spełniał każde ludzkie życzenie, nie był Bogiem o wzniosłych zamysłach, który prowadzi ludzi do przewyższającego  ich Boskiego świata, nie był Bogiem, któremu warto się ufnie poddać, ale był raczej kimś spełniającym przedłożone życzenia, wyręczającym ludzi w ich aktywnej ze Sobą współpracy i dającym sobą kierować. Kusiciel proponuje, żeby Zbawiciel podyktował Ojcu swoje reguły zbawienia i zmusił Go do ich spełniania w imię ojcowskiej miłości. To samo szatan podsuwa nam, a my łatwo ulegamy dużo mówiąc do Boga, a mało słuchając i wątpiąc w Niego, gdy postępuje nie tak, jak chcemy. Brak nam pokory i otwartości na wolę Bożą.
         Jeżeli człowiek oprze się i tej pokusie, nauczy się pokornie wsłuchiwać w wolę Bożą, chytry kusiciel podchodzi go jeszcze trudniejszą sugestią. Świat jest pełen zła i cierpienia, a Bóg zdaje się z taką pokorą zło to dopuszczać w sposób kompletnie dla człowieka niezrozumiały. Mamy wielki problem ze złem i nieraz zdaje się nam, że Bóg jest jakby za słaby, jakby nie panował nad sytuacją. Taka chwiejność wiary jest częsta. Szatan, wiedząc o niej, sugeruje kłamliwie, że on sam jest panem świata, bo mocy Boga jakby w świecie nie widać. Dlatego szatan proponuje, by Zbawiciel dogadał się z nim i podporządkował  jemu,  nie  Ojcu.  Wtedy  zły  jakoby  odda świat Bogu. Przerażająca to pokusa. Gdyby Bóg ukorzył się przed złym duchem, ten oczywiście niczego by nie oddał, bo niczego nie posiada, a dopiero wtedy wszystko by posiadł, bo stanąłby ponad Bogiem i całe Królestwo Boże wpadłoby w jego ręce. Na szczęście Zbawiciel nie ulga szatanowi, ale przypomina mu, kto jest panem, a kto sługą. Ludzie jednak często ulegają, idąc na kompromis ze złem w różnych sprawach swego życia. Prowadzi to do katastrofy, bo jeżeli człowiek traci orientację, kto jest Panem i Ojcem, a kto tylko złym sługą oraz co jest dobre, a co złe, jego los staje się tragiczny.
 

Jan Ogrodzki
ZałącznikWielkość
POKUSA - PDF41.64 KB