Jan Ogrodzki - ODDAJ MI WSZYSTKO, A WTEDY...

Jan Ogrodzki - ODDAJ MI WSZYSTKO, A WTEDY...
ODDAJ MI WSZYSTKO, A WTEDY...
(Rekolekcje w Lesie Bielańskim, część II)


         Bóg wzywa człowieka - Abrahamie! - a on odpowiada: Oto jestem (Rdz 22,1). To jest pierwszy krok współdziałania z Bogiem - zadeklarowanie, że się jest, że się Go słucha, że bierze się Go pod uwagę w swoim życiu. Nie żyje się tak, jakby Go nie było, ale zgłasza się gotowość brania Boga w rachubę. To jest początek wiary. Bez tego żyje się samemu, w samotności i pustce. My, którzy słuchamy tych rekolekcji, tak raczej nie żyjemy, więc dla nas ważne jest to, co dzieje się dalej. Bo wstępna odpowiedź pozytywna jest dopiero początkiem i to bardzo nieśmiałym, tego, co może się zdarzyć dalej, a wielu poprzestaje tylko na początku.

         Tymczasem jest ciąg dalszy. Wiąże się on z drugim wezwaniem Boga: Weź twego syna jedynego, którego miłujesz, Izaaka, idź do kraju Moria i tam złóż go w ofierze na jednym z pagórków, jakie ci wskażę. Weź to, co dla ciebie cenne. Nie ochłapy, które ci zbywają, ale to co jest dla ciebie istotne, do czego jesteś przywiązany. Weź to i złóż Mi. Oddaj, co dla ciebie najważniejsze. Abraham był człowiekiem wiary. Wiele już od Boga otrzymał i wiele zrozumiał. Otrzymał obietnicę licznego potomstwa i ziemi Kanaan dla tego potomstwa. Syn Izaak miał być właśnie pierwszym synem - owocem tej obietnicy. I co? Tego potomka mam oddać. Bóg chce mi go zabrać? Gdzie Jego obietnica? Co warte były Jego słowa? Wielkie przerażenie i wielka próba! Perspektywa utraty wszystkiego. Trauma. Ale jeżeli człowiek nie odmówi Bogu tego, co kocha, postawi przywiązanie do Niego ponad wszystkie inne przywiązania, wtedy okazuje się, że nie tylko tego nie utraci, ale otrzyma stokroć więcej i życie wieczne odziedziczy.
         Bóg niczego człowiekowi nie odbiera. Bóg obdarowuje. Tym co ograbia człowieka, a daje tylko złudzenie bezpieczeństwa jest zło i porządek świata z tym, co wrogie Bogu. Jak to zobaczyć? Jak się o tym przekonać? Rodzimy się jak Adam, nadzy i niczego nie posiadający. Zastajemy świat pochodzący od Boga i pielęgnowany przez ludzi. I od chwili urodzenia zaczynamy być za darmo obdarowywani przez tego Boga i przez tych ludzi. Pierwszymi naszymi ludzkimi darczyńcami są rodzice. Wszystko otrzymujemy, a kiedy wzrastamy, całe to obdarowanie traktujemy coraz bardziej jako nasze, przywłaszczamy je sobie, przywiązujemy się do niego i trzymamy je coraz mocniej wszystkimi pazurami. To jest nasze nieszczęście, że nie mając niczego na własność, wszystko przywłaszczamy sobie i skażonym grzechem sercem przywiązujemy się do tego, by trzymać i już nie puścić, by mieć coraz więcej i to gromadzić  w przekonaniu, że całe otoczenie, świat, inni ludzie, a nawet Bóg chcą nam wszystko stale zabierać. My jedni musimy się przed tym bronić rękami i nogami. Przemocą. Taka mentalność jest najpowszechniejsza. Jest efektem naszego zdeformowania, pokiereszowania  i  wewnętrznej,  duchowej  słabości.  Jest  zniewoleniem  pożądliwością, brakiem wolności od tego, co i darmo otrzymaliśmy. Zachowujemy się tak, jak dwoje maluchów w piaskownicy, toczących bój o samochodzik, który jednemu z nich dała w prezencie mama.
         Oto dlaczego Bóg mówi - oddaj. Jedyną moją szansą jest wstrząs związany z perspektywą utraty. Nagi wyszedłem z łona matki i nagi powrócę do łona ziemi. Nagi stanę przed Bogiem. Niczego nie mam, a tak strasznie jestem do wszystkiego przywiązany. Wyrzec się więc tego. Poczuć się, jakbym niczego nie miał. Oddać wszystko Bogu, bo to i tak należy do Niego. Takie doświadczenie wewnętrzne jest zbawienne. Poczuć się wolnym. Ja nie mam niczego, a On ma wszystko i tym wszystkim mnie obdarowuje, by zapewnić mi życie na tym świecie. Od Niego mam to, co potrzebne. Bez sensu jest więc moja pożądliwość i zawziętość. Skomercjalizowanie życia ludzkiego jest patologią, która niszczy człowieka. Tak to widać gołym okiem i tak to odczuwa się we wnętrzu.
         A kiedy oddam Bogu to, do czego jestem przywiązany, wtedy dopiero odkrywam, że Bóg niczego mi nie odbiera, jak Abrahamowi nie odebrał Izaaka, ale przeciwnie wszystkim nas obdarowuje, jak Abrahama obietnicą. Bóg daje to, co jest do życia potrzebne, do takiego życia, które zakończy się pełnym odzyskaniem wolności. Daje to bezinteresownie i zaprasza do współpracy. Oddawanie Bogu tego, co dla mnie ważne, jest istotnym „ćwiczeniem”, które prowadzi do oczyszczenia wolności z pożądliwości. Nawet najbliżsi - syn, mąż, żona, nawet zdrowie, nie są najważniejsze.  Najcenniejszy jest Bóg, bo od Niego ma się wszystko inne, poczynając od siebie samego i świata, poprzez miłość, a kończąc na życiu wiecznym. Brak wolności, zniewolenia pożądliwościami są największą przeszkodą w życiu.
         Człowiek natomiast, kiedy Bóg mówi - oddaj, typowo podnosi wielki krzyk, ma do Boga ogromną pretensję i odmawia. Wtedy Bóg zatrzymuje się u naszych zamkniętych drzwi. Staje, ale nie przestaje kołatać. Kiedy uchylimy choć trochę i choć po odrobinie zaczniemy oddawać Mu nasze przywiązania, nawet poczynając od rzeczy mniej cennych, a unikając na razie tykania spraw najdelikatniejszych, wtedy zacznie się w nas dokonywać ważny proces. Zaczniemy odkrywać, co dzieje się z nami, gdy nie sprzeciwiamy się Bogu, ale idziemy za Nim i poddajemy się Mu. Zaczyna się wielka przygoda, o której mówi Ewangelia.
          Ta przygoda jest opisana w wydarzeniu Przemienienia (Mk 9, 2-10). Wezwani Piotr, Jakub i Jan idą za Jezusem na górę, jak niegdyś Abraham. Przedtem porzucili swoje rodziny i pracę,  i  wyruszyli  z  Nauczycielem.  Czegoś  już  się  wyrzekli,  ale,  jak  się  okaże,  nie wszystkiego. Na górze pokazano im ciąg dalszy ich oczyszczenia. Jezus jest Światłością, jakiej nie ma na tym świecie. Jezus rozmawia z  najważniejszymi  osobami Objawienia Starego Testamentu - Mojżeszem i Eliaszem o tym, że jest tego Objawienia kontynuatorem i dopełnicielem. A Apostołowie, obcując z tą spotkaną Światłością i z tymi wykonawcami dzieła zbawienia, doznają wielkiego pokoju - dobrze, że tu jesteśmy. Pokój jest w sercu poczuciem bezpieczeństwa płynącego z bliskości i opieki Boga. Apostołowie poczuli się na Taborze spełnieni, jakby doszli do kresu życia. Chcą tu zostać i zamieszkać razem z Jezusem i Patriarchami, chcą tu rozbić namioty, chcą tu zaprowadzić porządek jakby już bawionego świata.
         A jednak nie wszystko jest jeszcze zbawione, nie wszystko się spełniło. Ewangelista notuje, że Apostołowie byli przestraszeni i nie wiedzieli, co należy mówić. Pokój pomieszany jest w nich ze strachem. Nie jest to jeszcze pełny pokój. Do pokoju jeszcze daleka droga. Jezus musi przejść przez krzyż i dojść do Zmartwychwstania, a sami Apostołowie do Zesłania Ducha Świętego. A jednak w tym jeszcze niepełnym pokoju, mimo jeszcze niepełnego wyrzeczenia się pożądliwości, mimo chęci budowania nadal dla Boga przybytków rodem z tego świata, już dochodzi u Apostołów i u nas do spotkania z Ojcem. Dociera głos i obietnica. Na  częściowe  oddanie  się  człowieka,  Bóg  odpowiada  stokroć  większym,  choć  też częściowym, nie pełnym i ostatecznym darem. Daje nam na tym świecie Siebie jako Ojca, deklarującego umiłowanie Jezusa, a z Jezusem nasze umiłowanie. Zapowiada pełny pokój u kresu dla tych, którzy będą Jezusa słuchać.
         Z takim darem wracamy z Taboru do codzienności. Doznaliśmy upokorzenia na górze Moria, gdzie nie umieliśmy wyrzec się tylu rzeczy najdroższych. Doznaliśmy upokorzenia na górze Tabor, gdzie na dary Boże reagowaliśmy mentalnością budowniczych namiotów z tego świata, mentalnością tych, którzy tu, dzięki dziełom własnych rąk, a nie dzięki spotkaniu z Bogiem, mamy nadzieję na szczęście i zbawienie. Wciąż nie oddaliśmy wszystkiego, by stokroć tyle razy wszystko otrzymać. Ale oddaliśmy już trochę i na tę miarę otrzymać możemy dar Boży - zapewnienie Ojca, że jest bliski, kocha mnie i prowadzi przez Jezusa.
         Im więcej oddajemy, tym bardziej doznajemy wstrząsu i mobilizacji, a wtedy...? Przekonujemy się, że wszystko stale otrzymujemy od Boga. Jeżeli Bóg z nami, któż przeciwko nam? On, który Syna swego nie oszczędził... (Rz 8, 31)
 

Jan Ogrodzki
ZałącznikWielkość
ODDAJ MI WSZYSTKO A WTEDY - PDF49.35 KB