Antyklerykalny Franciszek - Piotr Żyłka - Deon

Antyklerykalny Franciszek - Piotr Żyłka - Deon


Krytykuje, wciąż się czegoś czepia, nie daje spokoju, co chwila wbija nową szpilę. Księża są pod jego nieustannym ostrzałem (zresztą nie tylko oni). To nie żaden zaciekły wróg Kościoła. Tak działa nasz Papież.



Duchowieństwo nie może spać spokojnie. Gdy Franciszek otwiera usta i mówi o księżach, zakonnikach, zakonnicach albo biskupach, istnieje bardzo duże prawdopodobieństwo, że za chwilę zrobi się nieprzyjemnie.

Wczorajsze papieskie przemówienie do nowicjuszy, nowicjuszek i seminarzystów, którzy przybyli do Rzymu z okazji Roku Wiary jest doskonałym przykładem tego zjawiska.

"Niektórzy powiedzą, że radość rodzi się z rzeczy, które mają. Stąd bierze się poszukiwanie najnowszego modelu smartfona, najszybszego skutera, samochodu, który rzuca się w oczy (...) Boli mnie, kiedy widzę księdza albo zakonnicę w najnowszym modelu samochodu. Ależ tak nie można! (...) Uważam, że samochód jest konieczny, można dzięki niemu dużo zrobić, dużo podróżować, ale wybierzcie skromniejszy. - Kiedy wybierzecie jakiś piękny model, pomyślcie o dzieciach, które umierają z głodu. Tylko o tym. (...) W tym świecie, w którym bogactwo wyrządza tyle zła, konieczne jest to, byśmy my, księża i zakonnice byli konsekwentni w naszym ubóstwie (...) Nie bądźcie proszę nigdy księżmi i zakonnicami z takimi minami, jakbyście się najedli ostrej papryczki albo napili octu. Nigdy!".

Gdyby tych kilku zdań nie opatrzyć komentarzem, że wypowiedział je Papież, to myślę, że wiele osób mogłoby je przypisać przedstawicielom środowisk "wrogich Kościołowi". Zresztą od samego początku pontyfikatu można zaobserwować ciekawe zjawisko. Franciszek swoim radykalnym ewangelicznym przesłaniem zdobywa serca ludzi niekoniecznie do tej pory mocno religijnych. Nawet słynny ewangelicki kaznodzieja Billy Graham napisał, że Franciszek, to też "nasz papież". Równocześnie pojawia się coraz więcej krytycznych głosów pod jego adresem w samym Kościele.

Dlaczego tak się dzieje? Sprawa jest prosta. Nikt nie lubi jak się mu mówi rzeczy nieprzyjemne. Trudno takie słowa przyjmować. Jeszcze gorzej jeśli są one prawdziwe. Wtedy to już naprawdę mocno boli. Właśnie z czymś takim mamy do czynienia od początku pontyfikatu. Franciszek nie mówi o złym świecie, ale o błędach, które popełniamy my - katolicy. To jest często niewygodne, ale bardzo potrzebne, byśmy się wszyscy - cały Kościół - wciąż odnawiali i codziennie podejmowali trud nawrócenia.

Warto uważnie słuchać Papieża i podejmować wyzwanie. Starajmy się być autentycznymi świadkami Ewangelii. Nie pozwólmy, żeby to nas dotyczyły te wczorajsze papieskie słowa: "Ludzi ogarnia obrzydzenie, kiedy nie jesteśmy autentyczni". (Deon)