13 KWIETNIA 2020 PONIEDZIAŁEK WIELKANOCNY MSZA ŚW. o 11:00

 

Na naszych oczach powoli odchodzi do lamusa historii tradycyjna wizja Kościoła
Rozmowa Tomasza Terlikowskiego z ks. prof. Andrzejem Kobylińskim
(„Tylko prawda nas wyzwoli, wywiady Tomasza P. Terlikowskiego”, Fronda 2020)
Nie ma wątpliwości, że Kościół katolicki zmienia się błyskawicznie. Część analityków określa te zmiany mianem „nowej reformacji". Czy zakończy się ona tak, jak pierwsza, czyli schizmą, a potem herezją? Nikt, nawet sam papież Franciszek, nie wyklucza takiej możliwości. Idą zmiany i nikt już tego nie ukrywa. Synod poświęcony Amazonii, choć dotyczy miejsca i Kościoła - nazwijmy go delikatnie - niszowego z punktu widzenia nawet demografii katolickiej, może się stać prawdziwą rewolucją. Coraz mocniej mówią o tym jego architekci, a także ci, którzy przed skutkami (ich zdaniem zgubnymi synodu) nieustannie przestrzegają. Z jednej strony mamy zapewnienia, że nic już nie będzie takie samo, że Kościół wkroczy na drogę głębokiej reformy, inni przypominają, że reforma ta może oznaczać zagubienie, porzucenie tego, co od zawsze o katolickości decydowało. I obie strony mogą mieć rację. Jak będzie, to zobaczymy w najbliższych latach. Już teraz jednak widać, że zmiany nadchodzą. I to o nich, a także o tym, jak owa „nowa re-formacja" przebiega, jakie mogą być jej skutki, rozmawiam z ks. prof. Andrzejem Kobylińskim.
Czy współczesne skandale seksualne w Kościele katolickim są wydarzeniem na miarę reformacji sprzed pięciuset lat?
- Zdecydowanie tak. Chodzi głównie o ich drama-tyczne i długofalowe konsekwencje. Tak twierdził między innymi wybitny amerykański socjolog katolicki, ksiądz profesor Andrew Greeley, który w wielu swoich publikacjach ostrzegał przed tą tragedią już w latach 80. XX wieku. Mówił on wówczas, że negatywne skutki dramatu pedofilii klerykalnej, czyli wykorzystywania seksualnego osób nieletnich przez niektórych kardynałów, biskupów, księży czy zakonników, będą tak wielkie, jak konsekwencje reformacji Marcia Lutra w XVI wieku. Dlatego można dzisiaj powiedzieć, że rzeczywiście dokonuje się na naszych oczach rewolucja w Kościele katolickim. Reformacja jest oczywiście pewną metaforą, skrótem myślowym, ale można używać tego określenia, żeby wyrazić głębię zachodzących zmian. Jednym z wymiarów tych rewolucyjnych procesów jest oczywiście dramat pedofilii klerykalnej, ponieważ ten skandal odsłonił m.in. niewydolność instytucji kościelnych.
Dlaczego?
- Procedury, normy prawne, instytucje funkcjonujące w Kościele od dwóch tysięcy lat - stworzone w starożytności, wzmocnione i ugruntowane w wiekach średnich, reformowane w epoce oświecenia oraz w czasach współczesnych - dzisiaj, w sytuacji mierzenia się z pedofilią, niestety, okazały się niewystarczające. Ta bolesna sytuacja rodzi wiele trudnych pytań. Co dalej z Kościołem? Czy jest możliwa reforma instytucji kościelnych? Jaki będzie Kościół po przezwyciężeniu dramatu pedofilii klerykalnej?
Obecnie nie ma Lutra, nie ma jednej osoby, która by ogniskowała na sobie emocje związane z tymi wydarzeniami.
- Owszem, nie ma jednego lidera, nie ma spisanych postulatów tej rewolucji. Nie ma współczesnego symbolicznego odpowiednika słynnych tez Marcina Lutra z 1517 roku. Ale jeśli dobrze się przyjrzymy obecnej sytuacji, to zobaczymy zarówno wewnętrzne, jak i zewnętrzne czynniki prowadzące do głębokich zmian w ogólnoświatowej wspólnocie katolickiej. Czynnikiem wewnętrznym jest pontyfikat papieża Franciszka i bardzo jasno formułowane jego propozycje dotyczące. reformy Kościoła, które idą bardzo, bardzo daleko. Z kolei czynniki zewnętrzne to między innymi presja opinii publicznej, gdy chodzi o skutki dramatu pedofilii klerykalnej. Bardzo wyraźnie widać to na przykład w Australii, gdzie jednym z żądań stawianych Kościołowi katolickiemu jest zniesienie tajemnicy spowiedzi. To wszystko sprawia, że na naszych oczach po-woli odchodzi do lamusa historii tradycyjna wizja Kościoła, a rodzi się powoli jakaś nowa jego forma. Nie do końca jeszcze wiemy jaka.
To jest może kluczowe pytanie. To, że żyjemy w czasach przełomu, także w Kościele, to nie jest nowa teza. Można też postawić takie pytanie: stara reformacja w XVI wieku ukształtowała nowe wyznania chrześcijańskie, a w tej chwili można odnieść wrażenie, że raczej nowych wyznań nie będzie, a procesy, o jakich mówimy, doprowadzą raczej do sekularyzacji czy laicyzacji.
-Nie do końca zgodzę się z takim stwierdzeniem. Trzeba zachować perspektywę globalną. Jeśli patrzymy na cały świat na początku XXI wieku, to wcale nie dominuje sekularyzacja, ale desekularyzacja, czyli ożywienie religijne, wiosna religii, nazywana przez niektórych naukowców „powrotem bogów". O desekularyzacji jako procesie odwrotnym w stosunku do sekularyzacji mówił już w latach 90. XX wieku znany amerykański filozof religii Peter Berger. Mamy dzisiaj na świecie 7,5 miliarda mieszkańców. Postępujący proces sekularyzacji dotyczy głównie Europy, Australii, Ameryki Północnej - to około miliard ludzi. Reszta ludności świata, czyli ponad sześć miliardów, żyje w społeczeństwach, w których mamy dzisiaj do czynienia z procesem desekularyzacji. W Azji, Afryce, Ameryce Południowej znakomita większość ludzi jest przywiązana do różnych religii, wzrasta jej społeczna funkcja. Obecnie wielkie projekty geopolityczne Chin, Rosji, Indii, Brazylii czy krajów muzułmańskich wyraźnie uwzględniają rolę, jaką odgrywa religia w życiu publicznym. Czy w tym zmieniającym się świecie, sekularyzacji i desekularyzacji, przetrwa katolicyzm jako odrębna forma religijna? Trudno powiedzieć.
Tyle że to nie jest pytanie, czy przetrwa instytucja, bo ta ma na tyle silne struktury, że przetrwa, tylko pyta-nie, co będzie treścią tej instytucji?
- Dokładnie tak. Jaka będzie doktryna katolicka? Jak katolicy będą rozumieć prawdy wiary i moralności? Dzisiaj coraz częściej zwycięża zasada dynamicznej interpretacji depozytu wiary, bądź podporządkowania doktryny religijnej praktyce duszpasterskiej. To jest część głębokiej reformy papieża Franciszka. Wprowadzenie tych zasad w dłuższej perspektywie może do-prowadzić do bardzo daleko idących zmian, gdy chodzi o rozumienie prawd wiary i moralności wśród katolików żyjących w różnych krajach, na różnych kontynentach. Procesy, które obecnie obserwujemy, będą prowadzić do fragmentaryzacji Kościoła katolickiego, będą rodzić nowe, często odmienne rozumienie istoty orędzia chrześcijańskiego.
Będziemy obserwować proces anglikanizacji, to znaczy, że w różnych miejscach na świecie katolicy będą wierzyć trochę albo radykalnie inaczej?
- Taką różnorodność doktrynalną mamy częściowo w Kościele katolickim już od ponad pięćdziesięciu lat. Wystarczy porównać katolicyzm niemiecki z katolicyzmem w naszym kraju. W wielu kwestiach, gdy chodzi o rozumienie prawd wiary i moralności, to są dość odmienne formy życia religijnego. Można podać przykład traktowania sakramentu spowiedzi indywidualnej, rozumienia grzechu, udzielania komunii świętej protestantom, nie mówiąc już o poważnych różnicach w etyce seksualnej. Te głębokie różnice doktrynalne właściwie nie budzą żadnego sprzeciwu na przestrzeni ostatnich dziesięcioleci. Katolicy w Polsce oraz w Niemczech zasadniczo pogodzili się z tym, że inaczej rozumieją niektóre prawdy wiary i moralności. Wszystko wskazuje na to, że Polacy akceptują katolicyzm niemiecki, natomiast Niemcy akceptują polską wersję religii katolickiej.
Na czym więc polega nowość obecnego procesu?
- Na tym, że zjawiska, które przez lata były ukryte, dzisiaj stają się jawne. Niezwykle wyraźnie mówią o tym biskupi niemieccy, którzy na początku 2019 roku podjęli decyzję, aby w ramach decentralizacji Kościoła katolickiego, o której mówi papież Franciszek, Niemcy poszły tzw. drogą synodalną, określając samodzielnie rozumienie niektórych prawd wiary i moralności. W istocie chodzi o to, że w pewnym sensie Rzym zgodził się na taką różnorodność w interpretacji depozytu wiary. Niemcy ustalili konkretne cele, co trzeba przegłosować, co trzeba prze-dyskutować, a te zmiany dotyczą rozumienia doktryny chrześcijańskiej. Na naszych oczach zachodzi więc proces jawnego różnicowania się Kościoła katolickiego. Dzisiaj trudno powiedzieć, w jaki sposób będzie funkcjonować w przyszłości Kościół zdecentralizowany, jak daleko zajdzie ta korekta rozumienia prawd wiary i moralności i jak wielkie będą różnice między poszczególnymi krajami.
Odpowiedź na to pytanie jest w pewnym sensie znana, bo podobną drogę, jaką chce iść obecnie Kościół katolicki w Niemczech, przeszli już niemieccy starokatolicy, którzy ostatecznie zaakceptowali i interkomunię i antykoncepcję, i kapłaństwo kobiet.
- Decentralizacja Kościoła katolickiego jest jednym z priorytetów papieża Franciszka. W adhortacji apostolskiej Evaneglium gaudium z 2013 roku, która stanowi dokument programowy tego pontyfikatu, znajdują się następujące słowa: „Nie uważam także, że na-leży oczekiwać od papieskiego nauczania definitywnego lub wyczerpującego słowa na temat wszystkich spraw dotyczących Kościoła i świata. Nie jest rzeczą stosowną, żeby papież zastępował lokalne episkopaty w rozeznaniu wszystkich problemów wyłaniających się na ich terytoriach. W tym sensie dostrzegam potrzebę przyjęcia zbawiennej «decentralizacji»" (nr 16). Warto zauważyć, że problem decentralizacji i synodalizacji stanowi przedmiot sporów religijnych m.in. w Niemczech oraz w Stanach Zjednoczonych. Katolicy liberalni są za, konserwatywni przeciw.
Może dojść do schizmy?
- Ukryta schizma istnieje od wielu dziesięcioleci. W przyszłości są możliwe dwa rozwiązania. Pierwsze, że będzie zachowana jedność, nie dojdzie do schizmy, ale będzie zgoda na różnorodność doktrynalną. To będzie swego rodzaju anglikanizacja Kościoła katolickiego. Drugi wariant to realna schizma, czyli formalny podział Kościoła. Nie ma trzeciej drogi, ponieważ nie widzę racjonalnych przesłanek, które by mi mówiły, że ktokolwiek może w tych sprawach zmienić zdanie.
Decentralizacja obejmuje nie tylko przestrzeń geograficzną, bo trzeba powiedzieć, że ten spór dotyczy bardzo często jednego Kościoła lokalnego. Mówiłeś o Stanach Zjednoczonych i o Niemczech, w gruncie rzeczy tam już od wielu lat istnieją dwa Kościoły. Żartobliwie mówi się, że konserwatywnych katolików więcej łączy z konserwatywnymi protestantami niż z liberalnymi katolikami.
- Niestety, takie są fakty. Proces głębokiego pęknięcia doktrynalnego w Kościele rozpoczął się po Soborze Watykańskim II, czyli pod koniec lat 60. XX wieku, a dzisiaj widzimy jego skutki. Ten proces, wcześniej ukrytej, a dzisiaj już otwartej, jawnej decentralizacji doprowadził do ukształtowania się różnych modeli katolicyzmu. Przez dziesięciolecia trochę chowaliśmy głowę w piasek, udając, że to się nie dzieje, że to nas nie dotyczy, że tego nie ma, że to minie. Ale te zmiany ugruntowały się także na poziomie mentalnym, światopoglądowym, i mają charakter trwały. W związku z tym decentralizacja, synodalizacja, gdy chodzi o rozumienie prawd wiary i moralności, będzie postępować, nie tylko jeżeli chodzi o poszczególne państwa, ale także w obrębie poszczególnych krajów, między poszczególnymi diecezjami, między poszczególnymi parafiami. Coraz częściej będą sytuacje, że w jednej parafii będzie na przykład zachowana spowiedź indywidualna, nie będzie udzielana komunii święta protestantom i nie będą błogosławione związki homoseksualne, a w sąsiedniej parafii będzie zupełnie inaczej. Prawdopodobnie katolicy będą samodzielnie decydować o tym, z którą parafią chcą się utożsamiać.
Będzie Kościół wysoki, szeroki i niski, by posłużyć się terminami z Kościoła anglikańskiego?
- Tak już jest między innymi w Kościele katolickim amerykańskim, a dzisiaj nie widać na niebie żadnych znaków, które by nam pokazywały, że ten proces po-stępującej decentralizacji będzie zatrzymany w naj-bliższych latach. Mocnym sygnałem potwierdzają-cym dokonującą się rewolucję będzie rzymski Synod Biskupów dotyczący Amazonii. Jedną z kluczowych kwestii tego zgromadzenia w Rzymie w październiku 2019 roku będzie udzielanie święceń kapłańskich tzw. mężczyznom wypróbowanym, czyli viri probati. Chodzi na razie o miękkie odejście od zasady obowiązkowego celibatu, czyli bezżenności księży katolickich obrządku łacińskiego. Niektórzy biskupi i teolodzy katoliccy postulują zniesienie obowiązkowego celibatu nie tylko w Amazonii, ale w całym Kościele katolickim. Ogromne zmiany dokonują się na naszych oczach. To one nam pokazują rzeczywiście różne oblicza „nowej reformacji", z którą mamy obecnie do czynienia.
Czego możemy się spodziewać w najbliższych latach?
- Wszystko wskazuje na to, że reforma Kościoła katolickiego rozpocznie się od nowego rozumienia papiestwa i będzie szła w dół, będzie dotyczyła rozumienia biskupstwa, kapłaństwa, sakramentów, władzy,
polityki personalnej, finansów, kompetencji liderów świeckich, modelu funkcjonowania parafii itd. Arcybiskup Victor Manuel Fernandez, hierarcha argentyński, prawa ręka papieża Franciszka, nazywany często teologiem papieża, udzielił w 2018 roku wywiadu jednemu z tygodników argentyńskich, w którym pod-sumował pięciolecie pontyfikatu Franciszka. W tym wywiadzie padło bardzo ciekawe, mocne zdanie do-tyczące istoty rewolucji obecnego pontyfikatu. Arcybiskup Fernandez stwierdził, że najgłębszą rewolucją papieża Franciszka jest demitologizacja papiestwa. To są bardzo mocne słowa.
Czym jest demitologizacja papiestwa?
- To proces, w którym ta instytucja staje się mniej boska, a bardziej ludzka, mniej sakralna, bardziej do-pasowana do świata współczesnego, odarta z wielu elementów, które przez stulecia połączyły się z papiestwem w sensie władzy czy polityki. Symbolicznym gestem demitologizacji papiestwa jest obecnie pusty Pałac Apostolski. Ten symbol ma wielkie znaczenie. Papież Franciszek nie mieszka w Pałacu Apostolskim, który od wielu stuleci stanowił tradycyjną siedzibę papieży. Papież Franciszek mieszka w Domu św. Marty wraz z innymi gośćmi, pielgrzymami i pracownikami Watykanu. Wydaje się, że tym wymownym gestem Franciszek, w ramach demitologizacji papiestwa, pokazuje światu nowe oblicze biskupa Rzymu.
W istocie jednak proces ten rozpoczął wcale nie Franciszek, ale Benedykt XVI, gdy zrezygnował z posługi.
- Dokładnie tak. Metaforycznie można powiedzieć, że przez swoją abdykację w 2013 roku papież Bene-dykt XVI przeniósł papiestwo ze starożytności i wieków średnich w nowożytność, czyniąc tę instytucję bardziej ludzką, podobną do wielu innych demokratycznych instytucji świata nowożytnego.
To jak będzie wyglądać to nowe papiestwo?
- Tego dziś nikt, włącznie z papieżem Franciszkiem, nie wie. Dopiero najbliższe lata czy dziesięciolecia po-każą, w jaki sposób zostanie wypracowana nowa wizja papiestwa, nowe rozumienie urzędu biskupa Rzymu. To jest jedno z najtrudniejszych pytań, ponieważ do tej zreformowanej wizji papiestwa trzeba będzie do-pasować nowe rozumienie roli kardynałów, biskupów, księży itd. To wymaga ogromnego wysiłku intelektualnego, by - z jednej strony - dokonać reformy, z drugiej - nie utracić istoty tego, czym jest katolicyzm. To jest być może najtrudniejsza reforma z tych wszystkich, jakie dokonały się w całej historii dwóch tysięcy lat dziejów Kościoła katolickiego.
Dlaczego?
- Bo od tego, jak będzie wyglądało to nowe papiestwo, zależy m.in. sposób wyboru następcy św. Piotra czy określenie zakresu kompetencji biskupów. Jest też pytanie o relacje między papieżem a biskupami, między Rzymem a Kościołami lokalnymi, i wreszcie jest pytanie o sakrament kapłaństwa. Na czym będzie polegać jego demitologizacja? W jaki sposób zostanie rozwiązany problem klerykalizmu? To wszystko pro-wadzi nas do pytania o przyszłość katolicyzmu jako odrębnej formy religijnej. Specyficzną cechą katolicyzmu od dwóch tysięcy lat są sakramenty. Rozumienie mszy świętej, chrztu, małżeństwa, kapłaństwa odróżniało katolików od wielu innych Kościołów chrześcijańskich. Jeśli zmienimy rozumienie mszy świętej, jeśli zmienimy interpretację obecności Jezusa Chrystusa w sakramencie Eucharystii, jeśli dopasujemy to rozumienie do Kościołów protestanckich, jeśli zmienimy wizję kapłaństwa, to co nam zostanie?
Czy katolicyzm będzie jeszcze katolicyzmem? Czy Kościół katolicki zachowa swoją specyfikę?
- To są pytania najtrudniejsze. Wiadomo, że te zmiany nie nastąpią szybko. O te kwestie będziemy się bardzo brutalnie spierać, ponieważ to jest pytanie o być albo nie być Kościoła katolickiego. W tej walce będą się ścierać ze sobą zasadniczo dwa obozy. Jeden z nich - nazwijmy go umownie konserwatywnym - chciałby zachować tradycyjne rozumienie prawd wiary i moralności. Drugi - nazwijmy go umownie liberalnym - dąży do dopasowania katolicyzmu do współczesno-ści, a niektórzy liberalni katolicy postulują wręcz tzw. dekonfesjonalizację chrześcijaństwa, czyli odejście od tych starych podziałów na poszczególne wyznania, żeby ostatecznie stworzyć chrześcijaństwo uniwersalne, ponaddenominacyjne, zjednoczone, w którym każdy chrześcijan troszczy się o osobistą więź z Jezusem Chrystusem i samodzielnie rozeznaje znaczenie prawd wiary i moralności. Dekonfesjonalizacja to śmierć Kościoła katolickiego w dotychczasowej formie.
Chciałbym powrócić do pytania o specyfikę kapłaństwa. Można odnieść wrażenie, że dyskusja wokół tego problemu, trwająca w latach 60., 70. i 80. ubiegłego wieku na Zachodzie, która w Polsce wydawała się za-kończona dokumentami Jana Pawła II, tak naprawdę wraca w nowej odsłonie. Czy ta dzisiejsza dyskusja nie jest ostrzejsza od tej poprzedniej, bo już z oficjalnym poparciem Rzymu?
- Można odnieść wrażenie, że w pewnym sensie mamy teraz etap dokończenia tej rewolucji, która była postulowana w latach 60. czy 70. XX wieku. Dzisiaj główną lokomotywą intelektualną zmian, które dokonują się w Kościele, jest pewien nurt teologii niemieckiej. Egzemplifikacją tego zjawiska jest kardynał Walter Kasper. Istotę tej rewolucji bardzo trafnie wy-raził kilka lat temu włoski kardynał Carlo Maria Martini. Twierdził on, że Kościół katolicki jest spóźniony w stosunku do współczesności o dwieście lat. Jego zdaniem trzeba to opóźnienie nadrobić, dopasowując w wielu kwestiach katolicyzm do tego, co się w świecie zmieniło po epoce oświecenia. Szczególnie chodzi o rozumienie moralności, religii, sakramentów itp. To dopasowanie postulowane przez Martiniego znajduje dzisiaj wielu zwolenników. Można powiedzieć, że obecnie dla wielu kardynałów, arcybiskupów, biskupów, księży, teologów głównym zadaniem jest właśnie dopasowanie Kościoła katolickiego do czasów współczesnych.
Kardynał Carlo Maria Martini to nie jest pierwsza lepsza postać, to wybitny intelektualista, głęboko wierzący katolik. Jak się czyta jego rozważania religijne, to bije z nich duchowa głębia.
- Obie strony tego gigantycznego sporu intelektualnego mają swoje argumenty. Po obu stronach barykady stoją wybitne postaci. To nie jest tak, że jedna strona to złoczyńcy i szaleńcy, a druga to święci i geniusze. Nie jest też tak, że poszczególne frakcje w tej wojnie mają złą wolę, że chcą Kościół zniszczyć. Jeśli chodzi o intencje, to uważam, że są one szlachetne - każda strona tego sporu ma swoje bardzo poważne argumenty i w bardzo ostrej debacie te argumenty gdzieś się spotykają. Szkoda, że w Polsce jesteśmy uśpieni, że w tym ogólnoświatowym sporze w ogóle nie uczestniczymy.
Z jednym wyjątkiem, w Polsce bardzo dynamicznie toczy się dyskusja na temat pentekostalizacji chrześcijaństwa. Tu również mamy do czynienia z problemem, jak będzie wyglądał Kościół przyszłości. W Polsce, we Włoszech, a także w Stanach Zjednoczonych, nie mówiąc o krajach latynoskich, nurt zielonoświątkowy, niekoniecznie skłaniając katolików do zmiany wyznania, zmienił radykalnie przeżywanie katolicyzmu, relacje między duchownymi a świeckimi, często promując świeckich kaznodziejów, świeckich uzdrowicieli, ale przede wszystkim radykalnie zmienił rozumienie relacji człowieka z Panem Bogiem.
- Dyskusję wokół tych kwestii w naszym kraju rozpoczął mój artykuł pt. Etyczne aspekty współczesnej pentekostalizacji chrześcijaństwa, który został opublikowany w 2014 roku. Globalne uzielonoświątkowienie religii chrześcijańskiej jest jednym z elementów „nowej reformacji", która dokonuje się na naszych oczach. Wystarczy spojrzeć na statystyki, żeby się zdumieć głębią tego procesu, który w dużym stopniu już zmienił oblicze chrześcijaństwa na wszystkich kontynentach. Ten proces ma dwa poziomy. Pierwszym jest wychodzenie chrześcijan ze swoich Kościołów tradycyjnych: katolickiego, episkopalnego, baptystycznego czy metodystycznego i tworzenie nowych zborów. Drugim jest pozostawanie w swoich Kościołach, ale przyjmowanie, częściowo bądź całkowicie, zielonoświątkowego rozumienia prawd wiary i moralności. W Afryce, w Azji czy w Ameryce Południowej mamy raczej do czynienia z tym pierwszym poziomem, czyli wychodzeniem i tworzeniem nowych zborów.
Jaka jest skala tego procesu?
- Chrześcijan pentekostalnych mamy dzisiaj około siedemset, osiemset milionów, a niedługo będzie ich miliard. Katolików jest obecnie miliard dwieście może trzysta milionów, ale dość często to są tylko ludzie ochrzczeni, którzy de facto są ateistami czy agnostykami. W związku z tym już dzisiaj, w sensie praktykowanej wiary, gdybyśmy policzyli w niedzielę wszystkich zielonoświątkowców i wszystkich katolików na ich nabożeństwach, to sądzę, że większą grupę będą stanowić zielonoświątkowcy. Najlepszym przykładem jest Ameryka Łacińska, która obecnie jest prawie w połowie zielonoświątkowa, a jeszcze niedawno była w stu procentach katolicka. Podobne zmiany zachodzą między innymi w Indiach czy Chinach.
To zmiany na zewnątrz Kościoła, ale religijność pentekostalna zmienia także Kościół katolicki od wewnątrz.
- I to głęboko. Kilka dni temu czytałem o pewnym biskupie katolickim z Ameryki Południowej, który przygotowuje wielki egzorcyzm dla dużego miasta portowego. Zamierza go dokonać, przelatując helikopterem nad tym miastem, modląc się i kropiąc je wodą święconą lub egzorcyzmowaną. Wszystko po to, żeby przepędzić złe duchy, demony, które rzekomo w tym mieście zamieszkały. To jest typowa mentalność zielonoświątkowa, bowiem w Kościele katolickim przez dwa tysiące lat lat, jeśli stosowano egzorcyzmy, to wobec konkretnych osób. Nigdy wobec miasta czy spo-łeczności. Do dzisiaj istnieje katolicki obrzęd egzorcyzmu, wszystko jest ustalone, unormowane i ma podstawy teologiczne oraz filozoficzne. Katolicy nigdy nie uwalniali od wpływu szatana całych kontynentów, miast czy wiosek. To jest praktyka typowo zielonoświątkowa, która się wlała do Kościoła katolickiego i dlatego mamy obecnie w Meksyku czy w krajach Ameryki Łacińskiej wielkie egzorcyzmy organizowane dla miast czy państw.
To w Ameryce Łacińskiej, a w Polsce?
- W Polsce, gdy chodzi o nowe formy przeżywania religijności w parafiach, we wspólnotach katolickich, mamy bardzo dużą koncentrację na uzdrowieniu, na cudach, na złym duchu, na egzorcyzmach. Wystarczy podać jako przykład celebrację na Jasnej Górze wielkiego egzorcyzmu nad Polską w 2016 roku. Moim zdaniem najbardziej niebezpieczne jest jednak inne zjawisko, czyli tzw. Prosperity Gospel - ewangelia szczęścia, zdrowia, sukcesu, dobrobytu głoszona często przez księży katolickich czy świeckich ewangelizatorów. To jest nurt bardzo charakterystyczny dla pentekostalizacji, uzielonoświątkowienia chrześcijaństwa. W tej koncepcji życia religijnego zdrowie, szczęście, powodzenie życiowe są traktowane jako przejaw Bożego błogosławieństwa. W praktyce naucza się, że jeśli wystarczająco silnie wierzę, to będę szczęśliwy, zdrowy i bogaty, a jeśli taki nie jestem, to znaczy, że za mało Bogu zaufałem. To nowe myślenie religijne wlało się w Polsce szerokim nurtem do seminariów duchownych, zakonów, Szkół Nowej Ewangelizacji, sanktuariów maryjnych, duszpasterstw akademickich, parafialnych grup modlitewnych, itp.
Czy jest na to zjawisko jakaś reakcja Stolicy Apostolskiej?
- W lipcu 2018 roku na łamach prestiżowego pisma włoskich jezuitów „La Civilta Cattolica", które jest bezpośrednio nadzorowane przez watykański Sekretariat Stanu, ukazał się bardzo ciekawy artykuł pt. Teologia dobrobytu. Niebezpieczeństwo „innej Ewangelii". Autorzy tego opracowania to jezuita Antonio Spadaro oraz pastor ewangelikalny Marcelo Figueroa. Spadaro jest redaktorem naczelnym pisma „La Civilta Cattolica" oraz bardzo bliskim doradcą papieża Franciszka. Autorzy artykułu poddali ostrej i zdecydowanej kry-tyce ten niebezpieczny nurt współczesnego chrześcijaństwa, który ukształtował się w środowiskach neopentekostalnych. Spadaro i Figueroa twierdzą, że nie wolno redukować orędzia Jezusa Chrystusa do praktycznego przepisu na osiągnięcie szczęścia i dobro-bytu. Chrześcijaństwo to także cierpienie i krzyż. Nie wolno ograniczać nauki Ewangelii do dobrego, przyjemnego życia tu na ziemi. Osobiście uważam, że artykuł opublikowany na łamach „La Civilta Cattolica" jest jednym z najważniejszych tekstów teologicznych ostatnich lat. Trudno racjonalnie wytłumaczyć, dlaczego to opracowanie nie zainteresowało w naszym kraju prawie nikogo.
Przejdźmy teraz do zmian w kwestiach obyczajowych. Kościół katolicki bardzo długo odróżniał się od innych wyznań chrześcijańskich między innymi bar-dziej restrykcyjnym podejściem do moralności, szczególnie seksualnej, ale nie tylko. Szczególnie od lat 40. i 50. ubiegłego wieku, kiedy wyznania protestanckie zaczęły się liberalizować, a Kościół prawosławny przy-najmniej w praktyce zrezygnował z jasnego głoszenia pewnych tez doktrynalnych, Kościół katolicki zaczął być najmocniejszym głosem w dziedzinie moralności seksualnej czy obrony życia. I choć istniały ważne nurty teologiczne, które już w latach 70. ten kierunek kwestionowały, to kolejni papieże go potwierdzali. Dziś, można odnieść takie wrażenie, za zgodą Watykanu podejście do tych spraw nie tylko przestaje wyróżniać katolików, ale zaczyna nas różnić wewnątrz katolickiej wspólnoty wiary.
- Rzeczywiście mamy dzisiaj do czynienia z pewną korektą niektórych twierdzeń etycznych dotyczących ważnych aspektów życia katolickiego. Jeśli popatrzymy na katolików w Niemczech, we Włoszech, czy także w Polsce, to jest obecnie duża dezorientacja. Bardzo często nie wiadomo, czego nauczać, czego się trzymać. Coraz częściej w ważnych kwestiach doktrynalnych zaczyna dominować dowolność. Jako przykład można wskazać problem udzielania komunii świętej osobom rozwiedzionym i żyjącym w nowych związkach. W Polsce trochę udajemy, że rewolucja w tej kwestii nie dokonała się na świecie, ale przecież dobrze wiemy, że w bardzo wielu krajach tę reformę wprowadzono. Co więcej, jest ona akceptowana przez papieża Franciszka i Stolicę Apostolską. To jest nie-zwykle trudne pytanie, jak chcemy dalej żyć w jednym Kościele katolickim, mimo różnych podejść do wielu fundamentalnych kwestii religijnych i moralnych. Byłoby bardzo źle, gdyby nasze życie kościelne zdominowała taka maksymalna dowolność. Ale, niestety, w tym kierunku idziemy. I jeśli, także w Polsce, nie będzie jasnego, spójnego przekazu doktrynalnego, to będzie postępować, szczególnie w młodym pokoleniu, głęboka indywidualizacja i relatywizacja rozumienia prawd wiary i moralności. Część ludzi będzie przechodzić na pozycje liberalne, część będzie się „ukonserwatywniać". Będzie bardzo wiele różnych form bycia katolikiem. W tym kierunku idziemy.
W kwestiach moralnych też tak będzie?
- Oczywiście, że tak. Nawet nie dlatego, że taki mamy zamiar. Jedną z przyczyn jest swego rodzaju analfabetyzm religijny, niezwykle niski poziom wiedzy religijnej. Mamy w Polsce lekcje religii w szkole, dwie godziny tygodniowo. Jeśli ktoś uczestniczy w tych zajęciach od przedszkola do matury, to ma w sumie mniej więcej dziewięćset godzin lekcyjnych. To bardzo dużo czasu. I aż trudno nie zadać pytania, jak ten czas wykorzystujemy? Jaką wiedzę religijną otrzymują młodzi ludzie w trakcie dziewięciuset godzin lekcyjnych? Czy wypuszczamy w świat młodych katolików rzeczy-wiście uformowanych? Chyba zbyt często narzekamy na czynniki zewnętrzne, na sekularyzację, natomiast nie chcemy widzieć tego, co możemy sami zrobić pozytywnie dla kształtowania młodego pokolenia katolików w naszym kraju.
Wróćmy jeszcze do dyskusji wokół paradygmatu teologii moralnej, która toczy się obecnie w Kościele. Chodzi mi o spór pomiędzy postkantowskim rozumieniem moralności a myśleniem posttomistycznym, a może lepiej powiedzieć: między myśleniem prawno-naturalistycznym a tym zakorzenionym w sumieniu jako wartości autonomicznej, niepowiązanym z prawem naturalnym. Ta dyskusja, chociaż wydawała się wygaszona, wraca bardzo mocno. Papież Franciszek często wprost odwołuje się do myślicieli potępianych przez św. Jana Pawła II czy Benedykta XVI.
- To jeden z najciekawszych i najważniejszych sporów doktrynalnych w Kościele katolickim. W jego tle jest pytanie o stosunek myśli katolickiej do dziedzic-twa oświeceniowego Immanuela Kanta. Upraszczając, można powiedzieć, że przedstawiciele katolicyzmu konserwatywnego twierdzą tak: „Nie możemy łączyć katolicyzmu z myślą Kanta. Dla katolików moralność powinna być oparta na Piśmie Świętym, na prawie naturalnym. Decyzje podejmowane w sumieniu zawsze powinny odwoływać się do natury człowieka, do prawa naturalnego. Sumienie nie może dowolnie ustalać tego, co jest dobre, a co złe". Druga strona, czyli przedstawiciele katolicyzmu liberalnego i oświeceniowego, która przyjęła rewolucyjne postulaty filozofa z Królewca, głosi, że moralność powinna być autonomiczna. To oznacza, że człowiek powinien podlegać tylko temu prawu, które sam sobie nadaje. Katolicy liberalni i oświeceniowi twierdzą, że istotą człowieczeństwa jest, jak to mówił Kant, autodeterminacja i samostanowienie - ja sam jako wolny i rozumny człowiek powinienem określić moje życie, także moją moralność. W ten sposób sumienie staje się twórcze, kreatywne, to znaczy ustala, co jest dobre, a co złe, nie odwołując się do Pisma Świętego i prawa naturalnego. Spór między tymi dwiema szkołami, konserwatywną i liberalną, również w Kościele katolickim, toczy się od ponad dwustu lat. W latach 70. i 80. XX wieku szkoła liberalna, czyli szkoła autonomii moralności w Kościele katolickim, była bardzo silna, ale została negatywnie oceniona w 1993 roku przez encyklikę Veritatis splendor Jana Pawła II. Ten ważny dokument skrytykował poglądy tej szkoły i przyznał rację stronie konserwatywnej, negującej wizję autonomii w ujęciu filozofa z Królewca. Dzisiaj natomiast wydaje się, że mamy odwrót od myślenia w duchu Veritatis splendor, a postulaty Kantowskie zaczynają dominować także w wielu środowiskach katolickich.
I znowu, jak w przypadku decentralizacji, będziemy mieć różne szkoły myślenia?
- Już tak jest w wielu krajach. Wydaje się, że jesteśmy na to skazani, bo w najbliższych dziesięcioleciach nikt nie zmieni swego stanowiska.
Ale pytanie, już czysto teologiczne, brzmi tak: jeżeli sumienie jest autonomiczne i twórcze, to czym jest grzech? Czy w ogóle istnieje kategoria grzechu, a jeśli nie ma grzechu, to po co spowiedź?
- Spowiedź indywidualna w wielu krajach zachodnich, na przykład w Niemczech czy w Szwajcarii, zniknęła prawie całkowicie czterdzieści, a nawet pięćdziesiąt lat temu. Z tym procesem łączy się inne rozumienie grzechu czy komunii świętej. Zmiany zaszły już bardzo daleko. Katolicy w Polsce muszą zadać sobie pytanie, w jakim kierunku chcą iść? Jaka część katolików w Polsce dołączy do liberalnego katolicyzmu niemieckiego, a jaka część będzie trzymać się wersji tradycyjnej? Wokół tych kwestii będzie prowadzona w Polsce ostra wojna, która głęboko podzieli wiele rodzin, środowisk i instytucji kościelnych. Na własnej skórze już wielokrotnie doświadczyłem niezwykłej brutalności tego konfliktu.
Wróćmy do pytania o skandale seksualne, od którego zaczęliśmy naszą rozmowę. Z perspektywy osoby świeckiej, nie bardzo wierzącego katolika, informacje o kryciu skandali pedofilskich i tego typu rzeczach mogą skłaniać np. do odejścia od praktyki spowiedzi. Msza święta niedzielna jest jednak dość mocno zakorzenionym zwyczajem, modlitwa podczas kościelnych uroczystości pewnie też, ale jeśli chodzi o spowiedź, to właśnie skandale seksualne mogły jej bardzo zaszkodzić?
- Już dzisiaj gołym okiem widać negatywne skutki skandali pedofilskich w Kościele katolickim. Także w Polsce. Z pewnością przyspieszają one sekularyzację młodego pokolenia, budzą nieufność wobec księży katolickich, zniechęcają do praktykowania sakramentu spowiedzi. Radykalnie zmienia się też sposób zachowania duchownych wobec osób nieletnich. Jest coraz więcej dyrektyw, rozporządzeń, ograniczeń, na przykład zakaz dotyku, zapraszania do mieszkania itp. To wszystko sprawia, że zwykłe relacje międzyludzkie z naturalnych stają się sztuczne. To niedobry proces, ale trochę na własne życzenie do tego doszliśmy. Skandale rodzą też pytanie o powołania kapłańskie i zakonne. - W dużym stopniu nasze polskie seminaria opustoszały. Część seminariów diecezjalnych i zakonnych trzeba po prostu zamknąć. Trudno wyobrazić sobie dojrzewanie osobowościowe kleryków w seminarium, w którym na jednym roczniku studiów są dwaj lub trzej alumni. W takich warunkach nie można tworzyć relacji interpersonalnych czy więzi międzyludzkich. Nie jest możliwa integracja. Garstka kleryków w wielkim gmachu seminaryjnym to ryzyko samotności, zamykania się w sobie, itp.
Problem z powołaniami dopiero do nas dociera, ale tam, gdzie jest on silny, już teraz mówi się nie tylko o święceniu viri probati, ale też o ordynacji kobiet na diakonki, a w radykalnej wersji nawet na kapłanki. Co się zmieni w tej dziedzinie?
- W najbliższych latach będziemy obserwować zmierzch zasady obowiązkowej bezżenności księży katolickich obrządku łacińskiego. W niektórych krajach będą żonaci księża. To wszystko będzie wymagać wielu zmian. Jednym z wyzwań będą także finanse kościelne. Skąd na to wszystko znaleźć pieniądze? W Niemczech to proste, bo tam jest podatek kościelny. Ale w Polsce to już kwestia trudniejsza. Jak w naszym kraju będą opłacane w przyszłości różne kategorie osób pracujących na rzecz parafii czy instytucji kościelnych? Trudnych pytań jest naprawdę wiele.
Myślisz, że nasze pokolenie dożyje zniesienia celibatu?
- Dużym krokiem idącym w tym kierunku będzie Synod Amazoński. Otwarcie furtki dla viri probati będzie skutkować tym, że ukształtują się różne modele życia księży katolickich. Już dzisiaj w tej kwestii są ogromne różnice w poszczególnych krajach na różnych kontynentach. Istnieje też pytanie, co dalej z dużą populacją księży homoseksualnych w krajach zachodnich, np. Stanach Zjednoczonych, Australii czy Irlandii. Tam są wiarygodne badania, które pokazują, że populacja księży katolickich jest w 30-50 procentach homoseksualna. Nikt nie kwestionuje tych danych naukowych. Jeśli mamy w niektórych krajach połowę duchownych homoseksualnych, to jaki sens ma w ich życiu zasada obowiązkowej bezżenności? Przecież także nie będąc księżmi, ci mężczyźni nie tworzyliby związków z kobietami. Jaką zatem wartość moralną i teologiczną mają śluby celibatu w przypadku mężczyzn homoseksualnych? To jest pytanie bardzo trudne, ale ono nam pokazuje, w jak dramatycznej sytuacji jest obecnie Kościół Katolicki.
Co z tego wynika?
- Najprawdopodobniej będzie tak, że w przyszłości ukształtują się różne modele życia księży katolickich: będą księża różnych orientacji, homo- i heteroseksualni, będą księża żonaci i nieżonaci. Dzisiaj wszystkie znaki na niebie i na ziemi wskazują na to, że w tym kierunku podąża Kościół katolicki.
Taka sytuacja wymagałaby zmiany w kwestii stosunku do homoseksualizmu.
- Wśród wielu wyzwań „nowej reformacji", jedną z kluczowych kwestii jest niewątpliwie homoseksualizm. Spór wokół homoseksualizmu w Kościele katolickim dotyczy zasadniczo trzech kwestii. Po pierwsze, jak oceniać tendencję homoseksualną i akty homo-seksualne? Po drugie, co sądzić o małżeństwach jednopłciowych, adopcji dzieci przez pary homoseksualne i zawieraniu takich związków w świątyniach katolickich? Po trzecie, czy wolno dopuszczać osoby homoseksualne do święceń kapłańskich i biskupich oraz życia zakonnego? Na te trzy pytania kardynałowie, biskupi, księża, siostry zakonne, zakonnicy i ludzie świeccy z wielu krajów udzielają dzisiaj bardzo różnych odpowiedzi. Niestety, jedność doktrynalna w tych kwestiach jest już dzisiaj niemożliwa. W Polsce dominuje kompletne wyparcie tego problemu, w związku z tym udajemy, że nic się nie dzieje.
Kłopot polega na tym, że w naszym kraju ten problem również istnieje. Po pierwsze, choć tu akurat nie ma wiarygodnych badań socjologicznych, można mówić o nadreprezentacji duchownych homoseksualnych w stosunku do innych grup zawodowych, po drugie - o łączących ich relacjach, wzajemnym wspieraniu się itp.
- Rzeczywiście w Polsce nie ma żadnych wiarygodnych badań socjologicznych tego zjawiska, w związku z tym musimy się opierać na badaniach naukowych amerykańskich czy kanadyjskich. Warto takie badania przeprowadzić także w naszym kraju, choćby po to, by postawić diagnozę, jaka jest skala problemu. To jest dopiero przed nami. Obecnie zwycięża przekonanie, że lepiej przeczekać burzę, że, owszem, są problemy, ale gdzieś za granicą, natomiast w Polsce zasadniczo do-minuje dobre samopoczucie.
Niedawno brytyjski magazyn „Catholic Herald" po-święcił jedną ze swoich okładek pytaniu o następny skandal w Kościele i oznajmił: „Następny skandal nie będzie seksualny, następny skandal będzie finansowy". O co chodzi? O przepływy finansowe wewnątrz Kościoła, o braki transparentności". A mówimy o Wielkiej Brytanii, czyli o systemie dużo bardziej przejrzystym niż ten, który jest w Polsce, i dużo bardziej kontrolowanym przez świeckich. Czy rzeczywiście czeka nas taki skandal?
- To jest rzeczywiście, szczególnie w Polsce, kolejne wielkie wyzwanie. Dlaczego? Ponieważ nie ma w naszym kraju jednego ogólnopolskiego systemu finansowania kościołów i związków wyznaniowych. To konsekwencja komunizmu, PRL-u, ale minęło trzydzieści lat od naszej transformacji ustrojowej, mieliśmy trzy dekady na to, aby jakiś system wypracować. Teraz dyskusja jest nieuchronna. Ostatnie publikacje dotyczące skandali obyczajowych księdza prałata Henryka Jankowskiego czy marianina ojca Eugeniusza Makulskiego pokazały m.in. także to, jak w niektórych krę-gach kościelnych podchodzono do kwestii finansowych w ostatnich dziesięcioleciach.
Są różne modele finansowania kościołów i związków wyznaniowych. Do każdego są zarzuty. System niemiecki ma swoje dobre strony, ma też swoje wady - nie wymaga od duchownych zbyt dużego wysiłku, nie ma bezpośredniego bodźca, żeby pracowali duszpastersko, bo pensja i tak wpłynie na rachunek bankowy. System polski może motywować do pracy, ale rodzi rywalizację o najlepsze parafie, a do tego jest nietransparentny. Co powinniśmy wybrać?
- Oczywiście nie ma idealnego systemu. O każdym modelu można powiedzieć, że ma „plusy dodatnie i plusy ujemne". Natomiast z tych rozwiązań, które osobiście analizowałem w różnych krajach świata, uważam, że najlepszy, taki kompromisowy, jest model włoski.
Czym on się różni od tego niemieckiego?
- W systemie niemieckim wychodząc z kościelnego systemu finansowego, opuszczamy Kościół: jeśli nie płacimy podatku kościelnego, to przestajemy należeć do Kościoła katolickiego, ewangelickiego czy innej wspólnoty religijnej. W Niemczech można nie płacić podatku kościelnego, ale wtedy nie jest się członkiem Kościoła czy związku wyznaniowego. Natomiast we Włoszech odpowiednik niemieckiego podatku kościelnego płacą wszyscy obywatele składający coroczne zeznanie podatkowe.
Mieszkańcy Włoch nie mogą nie płacić tego podatku?
- Tak. Oni mogą jedynie wskazać podmiot, na który powinny być przekazane ich pieniądze: na Kościół katolicki, na gminę żydowską, na wspólnotę waldensów, na cele charytatywne realizowane przez państwo włoskie, itp. W związku z tym ten system jest bardziej sprawiedliwy niż niemiecki, ponieważ on zmusza każdego obywatela, żeby przekazał część swego podatku dochodowego na cele społeczne, kościelne, religijne, charytatywne itp. Gdybyśmy w Polsce chcieli w przyszłości takiego systemu, to wymaga on wielu lat wielkiej rewolucji mentalnej, żeby się do takiego modelu przygotować.
Cała ta dyskusja prowadzi nas do pytania o depozyt wiary, czy jest on zmienny czy niezmienny? Jak go mamy interpretować?
- Spór o rozumienie depozytu wiary dotyczy obecnie wszystkich wyznań chrześcijańskich. Ale, co ciekawe, chrześcijaństwo w specyficznej wersji konserwatywnej powraca wraz z wieloma nurtami pentekostalnymi. Owszem, bardzo często te nowe denominacje zielonoświątkowe są synkretyczne, ale jedną z ich cech jest bard2o często tradycyjne rozumienie wielu prawd wiary i moralności. Globalny proces pentekostalizacji ma wiele różnych elementów, zarówno pozytywnych, jak i negatywnych. Jednym z nich jest to, że większość chrześcijan zielonoświątkowych powraca do korzeni wiary chrześcijańskiej, i to w wydaniu radykalnym.
Jeśli ten nurt będzie się dalej tak rozwijał, jak się rozwija, to znaczy, że mamy przed sobą podział chrześcijaństwa na dwa nurty: z jednej strony radykalnie liberalnego, z drugiej - radykalnie konserwatywnego. To globalne pęknięcie doktrynalne będzie dotyczyć także katolików. W tej wielkiej hybrydowej wojnie religijnej muszą oni znaleźć własną drogę. Czy Kościół katolicki przetrwa w zmieniającym się świecie? Na pewno przetrwa jako instytucja. Natomiast nie wiadomo, w jakim stopniu zostanie zmieniony doktrynalnie. Trudno też dzisiaj powiedzieć, ile elementów jego wcześniejszej tożsamości zostanie przeniesionych w przyszłość. Owszem, Kościół będzie istnieć, ale nie wiadomo, czy przetrwa katolicyzm jako odrębna forma religijna.
                                                                                                ***

Czy zmiany, o których rozmawiałem z ks. prof. Andrzejem Kobylińskim, można zatrzymać? Czy możliwe jest zastopowanie rozpoczętych przez ten pontyfikat (a w sensie ścisły przez rezygnację Benedykta XVI z urzędu) głębokich reform? Niewiele na to wskazuje. Pewne rzeczy już się dzieją, zmiany zachodzą, a wiele z nich jest odpowiedzią na zjawiska, z którymi wcześniej nie mieliśmy do czynienia. Konserwowanie starego (choć Tradycja ma fundamentalne znaczenie w Kościele, bo jest obok Pisma Świętego i Magisterium wyrazem Objawienia) jako jedyne lekarstwo nie jest i nie może być obecnie drogą Kościoła. Doskonałym przykładem owej koniecznej i już dokonującej się zmiany jest debata wokół przeżywania kapłaństwa, kapłańskiej tożsamości. Model posttrydencki już nie istnieje, stan duchowny rozumiany jako w swoisty sposób wywyższony ponad wiernych, feudalnie ustawiony nad nimi, przeznaczony do rządzenia, sądzenia i nauczania przestał być zgodny z tym, jak ludzie, także katolicy, postrzegają samych siebie. Próba wskrzeszenia tego, co było, może nas doprowadzić jedynie do powołania grup rekonstrukcyjnych, a nie do rzeczywistego odwołania do Tradycji Kościoła. Co nam zatem pozostaje? Poważna debata na temat katolickiego (to ważne, bo mamy pozostać w Kościele i wewnątrz jego doktryny), a jednocześnie dostrzegającego zmieniający się świat rozumienia kapłaństwa, tożsamości księdza i jego relacji ze świeckimi. Trzeba tylko pamiętać, że wartością najwyższą musi pozostać Prawda. Tam, gdzie jej nie ma, dokonuje się nie tylko schizma, ale także zazwyczaj niewierność prawdzie, co prowadzi do herezji. Potrzeba teraz wiele modlitwy za Kościół, by do kolejnego podziału nie dopuścić.

...................................................
13 KWIETNIA 2020  Poniedziałek w oktawie Wielkanocy
(Dz 2,14.22-32)
W dniu pięćdziesiątnicy stanął Piotr razem z Jedenastoma i przemówił do nich donośnym głosem: Mężowie Judejczycy i wszyscy mieszkańcy Jerozolimy, przyjmijcie do wiadomości i posłuchajcie uważnie mych słów. Mężowie izraelscy, słuchajcie tego, co mówię: Jezusa Nazarejczyka, Męża, którego posłannictwo Bóg potwierdził wam niezwykłymi czynami, cudami i znakami, jakich Bóg przez Niego dokonał wśród was, o czym sami wiecie, tego Męża, który z woli postanowienia i przewidzenia Bożego został wydany, przybiliście rękami bezbożnych do krzyża i zabiliście. Lecz Bóg wskrzesił Go, zerwawszy więzy śmierci, gdyż niemożliwe było, aby ona panowała nad Nim, bo Dawid mówił o Nim: Miałem Pana zawsze przed oczami, gdyż stoi po mojej prawicy, abym się nie zachwiał. Dlatego ucieszyło się moje serce i rozradował się mój język, także i moje ciało spoczywać będzie w nadziei, że nie zostawisz duszy mojej w Otchłani ani nie dasz świętemu Twemu ulec skażeniu. Dałeś mi poznać drogi życia i napełnisz mnie radością przed obliczem Twoim. Bracia, wolno powiedzieć do was otwarcie, że patriarcha Dawid umarł i został pochowany w grobie, który znajduje się u nas aż po dzień dzisiejszy. Więc jako prorok, który wiedział, że Bóg przysiągł mu uroczyście, iż jego Potomek zasiądzie na jego tronie, widział przyszłość i przepowiedział zmartwychwstanie Mesjasza, że ani nie pozostanie w Otchłani, ani ciało Jego nie ulegnie rozkładowi. Tego właśnie Jezusa wskrzesił Bóg, a my wszyscy jesteśmy tego świadkami.
(Ps 16,1-2.5.7-11)
REFREN: Strzeż mnie, o Boże, Tobie zaufałem
Zachowaj mnie Boże, bo uciekam się do Ciebie,
mówię do Pana: „Tyś jest Panem moim”.
Pan moim dziedzictwem i przeznaczeniem,
to On mój los zabezpiecza.
Błogosławię Pana, który dał mi rozsądek,
bo serce napomina mnie nawet nocą.
Zawsze stawiam sobie Pana przed oczy,
On jest po mojej prawicy, nic mną nie zachwieje.
Dlatego cieszy się moje serce i dusza raduje,
a ciało moje będzie spoczywać bezpiecznie
bo w kraju zmarłych duszy mej nie zostawisz
i nie dopuścisz, bym pozostał w grobie.
Ty ścieżkę życia mi ukażesz,
pełnię Twojej radości
i wieczną rozkosz
po Twojej prawicy.
Aklamacja (Ps 118,24)
Oto dzień, który Pan uczynił, radujmy się w nim i weselmy.
✠ Słowa Ewangelii według Świętego Łukasza Łk 24,13
W pierwszy dzień tygodnia dwaj uczniowie Jezusa byli w drodze do wsi, zwanej Emaus, oddalonej o sześćdziesiąt stadiów od Jeruzalem. Rozmawiali oni z sobą o tym wszystkim, co się wydarzyło. Gdy tak rozmawiali i rozprawiali z sobą, sam Jezus przybliżył się i szedł z nimi. Lecz oczy ich były jakby przesłonięte, tak że Go nie poznali.
On zaś ich zapytał: «Cóż to za rozmowy prowadzicie z sobą w drodze?» Zatrzymali się smutni. A jeden z nich, imieniem Kleofas, odpowiedział Mu: «Ty jesteś chyba jedynym z przebywających w Jerozolimie, który nie wie, co się tam w tych dniach stało».
Zapytał ich: «Cóż takiego?»
Odpowiedzieli Mu: «To, co się stało z Jezusem Nazarejczykiem, który był prorokiem potężnym w czynie i słowie wobec Boga i całego ludu; jak arcykapłani i nasi przywódcy wydali Go na śmierć i ukrzyżowali. A my spodziewaliśmy się, że On właśnie miał wyzwolić Izraela. Ale po tym wszystkim dziś już trzeci dzień, jak się to stało. Nadto, jeszcze niektóre z naszych kobiet przeraziły nas: były rano u grobu, a nie znalazłszy Jego ciała, wróciły i opowiedziały, że miały widzenie aniołów, którzy zapewniają, iż On żyje. Poszli niektórzy z naszych do grobu i zastali wszystko tak, jak kobiety opowiadały, ale Jego nie widzieli».
Na to On rzekł do nich: «O, nierozumni, jak nieskore są wasze serca do wierzenia we wszystko, co powiedzieli prorocy! Czyż Mesjasz nie miał tego cierpieć, aby wejść do swej chwały?» I zaczynając od Mojżesza, poprzez wszystkich proroków, wykładał im, co we wszystkich Pismach odnosiło się do Niego.
Tak przybliżyli się do wsi, do której zdążali, a On okazywał, jakoby miał iść dalej. Lecz przymusili Go, mówiąc: «Zostań z nami, gdyż ma się ku wieczorowi i dzień się już nachylił». Wszedł więc, aby zostać wraz z nimi. Gdy zajął z nimi miejsce u stołu, wziął chleb, odmówił błogosławieństwo, połamał go i dawał im. Wtedy otworzyły się im oczy i poznali Go, lecz On zniknął im z oczu. I mówili między sobą: «Czy serce nie pałało w nas, kiedy rozmawiał z nami w drodze i Pisma nam wyjaśniał?»
W tej samej godzinie zabrali się i wrócili do Jeruzalem. Tam zastali zebranych Jedenastu, a z nimi innych, którzy im oznajmili: «Pan rzeczywiście zmartwychwstał i ukazał się Szymonowi». Oni również opowiadali, co ich spotkało w drodze i jak Go poznali przy łamaniu chleba.

Oto słowo Pańskie.

13 KWIETNIA 2020  PONIEDZIAŁEK WIELKANOCNY  MSZA ŚW. o 11:00
13 KWIETNIA 2020  PONIEDZIAŁEK WIELKANOCNY  MSZA ŚW. o 11:00
ZałącznikWielkość
TERLIKOWSKI - KOBYLINSKI.doc143 KB